sobota, 28 maja 2016

XLVII rozdział - Moja bajka


                                                               rozdział z dedykacją dla Anonimów

                                                                               Przyjaźń poznaje się po tym,
                                                                                że nic nie może jej zawieść,
                                                      a miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć.


Minęło już ponad tydzień.  A dokładnie całe dziesięć dni.
 
Bez jego pocałunków na dobranoc czy na dzień dobry, bez jego uśmiechu, bez jego unikalnego zapachu, który czułam za każdym razem jak mnie przytulał, bez ciepła, które rozchodziło się po moim ciele gdy nasze ręce się ze sobą splatały.
Głośno westchnęłam i zaczęłam bawić się moim kosmykiem włosów, wychodzącym z niedbałego koka.
Nagle dzwonek telefonu przerwał dudniącą w moich uszach ciszę.
Zerknęłam kątem oka na wyświetlacz i przesunęłam palcem zieloną słuchawkę po dotykowym ekranie.
-Halo, Tini?- Odezwał się roześmiany głos po drugiej stronie aparatu.
-Co jest Mercedes?- Starałam się być jak najmilsza jednak chyba za bardzo mi to nie wyszło.
-Może przeszłybyśmy się do klubu?- Blondynka, znajdująca się po drugiej stronie aparatu, ostrożnie wypowiadała wyrazy, analizując i robiąc przerwę po każdym słowie.
Głośno westchnęłam i wymownie przekręciłam oczami, chociaż pewnie Mercedes tego nie wdziała.
Zerknęłam przelotnie na zegar wiszący na ścianie, a następnie mój wzrok zaczął błądzić po całym mieszkaniu.  Pogniecione ubrania porozrzucane po meblach, walające się w każdym kącie puste papierowe pudełka po posiłkach zamówionych w restauracjach na wynos i wszechpanujący zaduch.
-Okej, będę gotowa za dwie godziny przyjedź do mnie- Odpowiedziałam po długim namyśle i szybko się rozłączyłam, przerywając blondynce w wypowiedzi.
Dopiero po chwili zrozumiałam na co się zdecydowałam.  Z moich płuc wydostał się głośny jęk.
Chociaż z drugiej strony, co mi szkodzi? A może akurat mi się spodoba.
To, że nie lubię przebywać w klubach nie oznacza przecież, że nie mogę się dobrze bawić w towarzystwie mojej przyjaciółki na imprezie.
Może to jest jakiś znak.
Znak żeby wreszcie się otrząsnąć wrócić do życia i na dobre zapomnieć o Jorge.

Porywczo wstałam z kanapy i natychmiastowo zaczęłam zbierać porozrzucane rzeczy na podłodze.
Szybko uporałam się z posprzątaniem mieszkania, a raczej doprowadzenia go do w miarę normalnego stanu i wyglądu.
Przeskakując co drugi stopień schodów wspięłam się na drugi poziom mojego domu.
Podbiegłam pod ogromną szafę i z przypływem dobrej, pozytywnej energii wertowałam ubrania znajdujące się na najwyższej półce.
Bezproblemowo wybrałam odpowiednią sukienkę i z zestawem kosmetyków udałam się do dużej łazienki, znajdującej się naprzeciwko mojej sypialni.
~~~
♦☺☺☺~~~
-Mechi proszę cię!- Starałam się przekrzyczeć przyjaciółkę. Masowałam sobie skronie i miałam przymknięte powieki, na które była nałożona ogromna ilość cieni. Miałam wrażenie, że przez to są o wiele cięższe. – Mercedes!- Krzyknęłam na nią jeszcze głośniej, na co ona w końcu zareagowała.
-Uwielbiam tą piosenkę- Zrobiła naburmuszoną minę i
pozwoliła kierowcy przyciszyć radio, które wcześniej było ustawione na maksymalną głośność.  Taksówkarz wiozący nas głośno odetchnął.  Chyba jemu też wyrządziłam przysługę.
-Co nie oznacza, że musisz ją śpiewać na całe Buenos Aires. - Spojrzałam na nią spod rzęs i odgarnęłam lok opadający mi na twarz.
Blondynka lekko fuknęła i mocniej zacisnęła swoje długie palce, przyozdobione pierścionkami, na pasie bezpieczeństwa. – Oszczędzaj swój głos na imprezę- Dodałam by ją trochę rozchmurzyć. Wystarczy, że ja mam nie najlepszy humor.
Taksówka się zatrzymała, a kierowca odwrócił się w naszą stronę. Mechi zapłaciła mu odpowiednią kwotę i jak torpeda wyskoczyła z auta, prawie przewracając się przez krawężnik, który niespodziewanie wyrósł jej pod nogami.  Również wysiadłam z pojazdu, ale z o wiele mniejszym entuzjazmem niż blondynka.
Żałuję, że dałam się jej namówić na tą całą imprezę.  A raczej, że sama się na nią zgodziłam.
To wszystko, to nie moja bajka.
Mercedes otworzyła ogromne metalowe drzwi, a mnie od razu uderzyła fala pomieszanych zapachów alkoholu, potu i tytoniu.  Mój żołądek wykonał serię fikołków, a muzyka, o ile tak można nazwać głośne dudnienie, zaczęła buzować w moich żyłach i tętnicach.
Odruchowo wygładziłam moją sukienkę i lekko poprawiłam włosy.
Weszłam z blondynką do klubu i od razu skierowałyśmy się w stronę jednego ze stolików.
-Jakiego chcesz drinka?- Krzyknęła Mercedes i wstała z siedzenia.
-Obojętnie, tylko pamiętaj, że nie mam takiej mocnej głowy jak ty-Odpowiedziałam równie głośno i posłałam jej lekko wymuszony uśmiech.

Mechi zaśmiała się, machnęła ręką jakby chciała przeciąć nią powietrze i zgrabnym krokiem poszła w stronę baru, przy którym stała ogromna kolejka.
Otarłam moje spocone dłonie o kolana i niespokojnie rozglądnęłam się dookoła.
Szukałam na parkiecie jakiejś znajomej twarzy, bo nie chciałam siedzieć sama, gdy inne osoby bawiły się w tłumie.
Co chwilę moje spojrzenie kierowało się w stronę kolejki, w której stała Mercedes.
Zaciągnęłam się głęboko powietrzem jednak od razu pożałowałam.
W moich płucach zagościła ogromna ilość ohydnego powietrza, zatrutego dymem tytoniowym. 
Po moim ciele przeszła fala dreszczy, gdy sobie to uświadomiłam. 
Ponownie skierowałam swoje spojrzenie w stronę gdzie znajduje się Mercedes i z zawiedzeniem stwierdziłam, że kolejka nic się nie zmniejszyła.  Miałam dosyć siedzenia sama, jak ostatnia kretynka i pewnym ruchem wstałam z wygodnej kanapy.  Zaczęłam przeciskać się przez tłumy osób wirujących w tańcu na parkiecie, w stronę kolejki do baru.
Gdy przez przypadek zagubiłam się w grupie ludzi, ktoś niespodziewanie złapał mnie za nadgarstek. Natychmiastowo poczułam mocy ucisk i gwałtowne szarpnięcie.
Osoba ciągnęła mnie w stronę wyjścia z klubu. Moją rozgrzaną twarz owiał zimny wiatr.
Starałam wyszarpnąć swój obolały nadgarstek jednak uścisk był za mocny.
-Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?- Mężczyzna przyciągnął mnie do siebie z taką siłą, że obiłam się o jego umięśniony tors. 
Niepewnie uniosłam wzrok ku górze, a na mojej drodze stanęło dwoje oczu, czarnych jak otchłań nocy.
-Czego ty ode mnie chcesz?- Starałam się by mój głos był jak najbardziej pewny siebie, jednak chyba z marnym efektem, ponieważ usta Nathana ułożyły się w pogardliwy uśmiech.
Skuliłam się w sobie i zacisnęłam powieki, a on porywczo uniósł rękę.
Byłam przygotowana na wymierzony cios, jednak w pewnym momencie silna ręka złapała Nathana za nadgarstek. Odsunęłam się o parę kroków, nadal z zasznurowanymi powiekami.
Gdy odważyłam się je otworzyć spostrzegłam, że osoba, która była odpowiedzialna za zatamowanie dopływu krwi do mojej dłoni, leży na chodniku z zakrwawionym nosem i podbitym okiem.
Zaczęłam szybko oddychać, a szatyn, który uratował mój policzek, objął mnie swoimi ramionami.  
Nawet się nie zorientowałam, gdy z oczu zaczęły mi wypływać pojedyncze łzy.
-Policja już tu jedzie - Poczułam jak szatyn zaczyna gładzić mnie po włosach- Tini wszystko dobrze?- Pytania zadawane przez zielonookiego w ogóle do mnie nie docierały.
Miałam wrażenie, że cząsteczki jego głosu gubią się we mgle i rozmywają się w innej rzeczywistości.  Podniosłam swój wzrok i gdy moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem szatyna, nie byłam wstanie wypowiedzieć ani słowa.
-Dziękuję ci- Wyszeptałam tak cicho, że miałam wątpliwości czy chłopak mnie w ogóle usłyszał.
Nie zważając na myśli kłębiące się w moim umyśle mocniej wtuliłam swoją twarz w tors szatyna.

***

Hej kochani <3
Ten rozdział miał wyglądać totalnie inaczej i nie mam bladego pojęcia co ja zrobiłam że wyszedł tak jak wyszedł xD
Trochę dramatyczny i tak wydaję mi się, że zakręcony.
Musicie go sami ocenić.
Praktycznie to już koniec.
Opowiadanie zbliża się ku końcowi i pewnie gdyby nie to zaczęłabym narzekać na ten rozdział, ale nie chcę być zrzędą kiedy zostało już tylko parę rozdziałów.
Mam już przygotowany epilog, który napisałam już wcześniej i z którego jestem cholernie dumna ^^

#skromność XD
Także nabijcie komentarzy tak na koniec <333
Kocham Was ;*
Do next ;*

25 ---> next

sobota, 14 maja 2016

XLVI rozdział - Nieznacząca przeszłość.

 
                                                             Rozdział dedykowany anecia😃

                                                                       Moja miłość jest w żałobie.
                                                                Dziś mam w duszy jeden smutek
                                                                      i to z winy twoich czarów


Jorge patrzył na mnie niezrozumiale, unosząc brew do góry.
Widziałam jak jego oczy powoli ciemnieją i prawie stają się czarne.
Natomiast moje dłonie zaczęły się pocić i lekko drżeć.
Nie mogłam już znieść przenikającego spojrzenia szatyna, które tylko wierciło mi dziurę w brzuchu.
-Możesz wreszcie mi wszystko wytłumaczyć?- Krępującą i niezręczną ciszę przerwał zniecierpliwiony Jorge. Pragnęłam jak najwięcej zyskać na czasie, ponieważ nawet nie wiedziałam jak złożyć, chociaż jedno, najbardziej bezsensowne zdanie.
W mojej głowie kłębiło się miliardy słów, wyrazów i sylab. Wszystkie litery obijały się o siebie nawzajem powodując jeszcze większy chaos w moim umyśle.
-To strasznie długa historia- Wyszeptałam i splątałam ze sobą swoje dłonie.
Wzrok szatyna zamrażał mi krew w żyłach i niczego nie ułatwiał.
-Mam czas nie przejmuj się- Jorge patrzył na niewiadomy punkt przed siebie unikając moich oczu.
-Zaczęło się odkąd wyjechałeś- Wzięłam głęboki wdech i obserwowałam jego ciągle zmieniający się wyraz twarzy. – Wyjechałam do Amsterdamu by wyleczyć się z bulimii, a tam w tym zakładzie poznałam go.- Szatyn ani raz nie przeniósł swojego wzroku na mnie, interesowały go wszystkie ściany i widoki za oknem byle tylko nie patrzeć mi w oczy- Nathan był tam moim opiekunem, zaprzyjaźniliśmy się, pomagał mi się uporać z tym wszystkim.- Chciałam wychwycić w szatynie odrobinę współczucia, empatii lub… Miłości?
Jednak moje starania poszły na marne, ponieważ jego oczy były skamieniałe, jakby ktoś je odlał z brązu lub wykuł w skale.- Wtedy wszystko się zaczęło. Byłam zła na ciebie za to, że mnie zostawiłeś, zresztą ja sama nie wiem co czułam- Zaśmiałam się smutno i zaczęłam skubać stary lakier na paznokciach. – Wmawiałam sobie, że z Nathanem to prawdziwa miłość, że to ten jedyny. Jednak był jeden problem. On też miał swoje słabe punkty, a potem wciągnął w to mnie- Po raz pierwszy oczy Jorge zmieniły swój kierunek i przelotnie zatrzymały się na moich tęczówkach. Mimo tego jak bardzo chciałam by nasze spojrzenia były złączone na dłużej, on i tak po krótkiej chwili odwrócił wzrok. – On brał narkotyki. Był narkomanem. A wiesz co było najgorsze? On mówił, że mi to pomoże zapomnieć, o tobie, o problemach… Niestety nie pomogło. – Zaczerpnęłam ze świstem powietrze i zaczęłam głęboko oddychać –Nathan… On jest tutaj w Buenos Aires. Już parę razy mnie nachodził i… Ja wiem do czego jest zdolny- Szepnęłam prawie niesłyszalnie i przymknęłam delikatnie moje powieki.
Usłyszałam głośne westchnięcie Jorge i to jak gwałtownie wypuszcza powietrze, które lekko obija się o moją twarz.
-Skończyłaś?- Odezwał się chłodnym, zachrypniętym głosem, który usłyszałam pierwszy raz od dłuższego czasu.
Pokiwałam lekko głową i zakryłam twarz włosami.
Poczułam jak Jorge wstaje z kanapy, a ja agresywnie i porywczo łapię jego dłonie.
-Jorge błagam.- Zaczęłam nerwowo oddychać i mocniej zacisnęłam jego ręce- Ja go już nie kocham, to wszystko jest nic nieznaczącą przeszłością. - Poczułam jak pod powiekami zbierają mi się łzy.
Obraz coraz bardziej mi się zlewał, a po chwili widziałam już tylko pomieszane kolory. – Ja już z tego wszystkiego wyszłam, nie mam z tym problemów. Kocham cię- Z moich ust wypłynął potok słów, a wszystkie wydawały się tylko głuchym i nic nieznaczącym echem.
Po chwili usłyszałam głośny dźwięk trzaskających drzwi, a następnie tylko ciszę, która rozrywała mnie boleśnie od środka. Usidłam na podłodze na dywanie, a łzy same leciały mi strumieniami.
Czułam jak po policzkach spływa mi tusz do rzęs, a przed oczami miałam tylko ciemność i pustkę.
~~~♦☺☺☺~~~
Niechętnie odkryłam moje rozgrzane ciało i wyszłam spod ciepłej kołdry.
Wyciągnęłam słuchawki, z którymi wczoraj zasnęłam, z moich lekko obolałych uszu.
Przeciągnęłam się, rozciągając moje zastałe przez całą noc ciało.
Głośno westchnęłam i poprawiłam ramiączko od koszuli nocnej, które lekko opadło z mojego kościstego ramienia. Ponownie bezwładnie opadłam na poduszkę, która teraz wydawała mi się strasznie twarda i niewygodna. Następnie przetarłam piąstkami swoje zapuchnięte oczy, ocierając jeszcze lekko wilgotne rzęsy.
Czułam jak pieką i swędzą mnie moje gałki oczne, które były pewnie całkowicie wysuszone od całonocnego płaczu.
Usiadłam na skraju łóżka i wrogo spojrzałam na lustro, które było wmontowane w drzwi ogromnej szafy.
Chciałabym teraz zobaczyć moje odbicie i nie musieć narzekać na rozczochrane i nieułożone włosy, nie użalać się nad moją bladą cerą, z czerwonymi plamkami na całej szyi.
Chwiejnym krokiem podeszłam do lustra jeszcze bliżej.
Z dokładnością przyjrzałam się swoim zakrwawionym gałką ocznym z popękanymi krwinkami.
Westchnęłam głośno i ugładziłam dłońmi swoje sterczące w każdą stronę kosmyki włosów.
Mam dość tego dnia chociaż dopiero się zaczął.
Po prostu najchętniej położyłabym się z powrotem do łóżka i zasnęła kolejny raz, przysypiając cały dzień.
A najlepiej nawet cały tydzień lub miesiąc.
Niechętnie i opornie zeszłam po schodach na dół do salonu, co chwila potykając się o własne nogi lub kręte stopnie.
Włączyłam małe radio stojące na pobocznej komodzie, by cisza jeszcze bardziej nie dobijała mnie i nie pogarszała mego nastroju.
Powolnym krokiem skierowałam się do kuchni i nacisnęłam zielony przycisk na ekspresie do kawy.
Światełko zamrugało w tym samym momencie kiedy usłyszałam donośny dźwięk.
Głośno westchnęłam i poprawiłam swój puszysty szlafrok.
Odczekałam chwile, póki szklanka nie napełniła się do czubka czarną, gorzką kawą.
Odłożyłam kubek na blat kuchenny i dopiero poszłam otworzyć drzwi, do których cały czas ktoś się dobijał, pukając lub dzwoniąc dzwonkiem.
Najchętniej nie pokazywałabym się światu, ani żadnej żywej duszy.
Wolałabym się zaszyć w moich czterech ścianach, pod ciepłym kocem, oglądając jakieś beznadziejne seriale lub filmy. Westchnęłam głośno, przecierając swoje zaspane, zapuchnięte oczy.
Otworzyłam powolnie drewnianą konstrukcje.
-Hej Tini- Uśmiech blondynki od razu zszedł z twarzy, gdy tylko mnie ujrzała.
-Aż tak potwornie wyglądam?- Spytałam się retorycznie, blado się uśmiechając.
-Co ci się stało?- Wyszeptała.
Ściągnęła z siebie swoją wiosenną kurtkę i powiesiła ją na wieszak, nawet na chwile nie spuszczając swojego wzroku ze mnie.
-Sama jestem sobie winna- Wzruszyłam obojętnie ramionami. Mercedes ułożyła swoje dłonie na moich barkach i lekko je potarła.
-Co? Weź zacznij od początku.- Blondynka potrząsnęła głową , wprawiając swoje piękne, złote kaskady włosów w ruch.
-Powiedziałam Jorge o Nathanie i o mojej przeszłości- Rzuciłam i bez słowa wyszłam do kuchni.
Zostawiłam zdezorientowaną blondynkę na środku salonu, bo przypomniałam sobie o mojej, już pewnie ostygniętej, kawie.

***

Hej kochani. Tak jak ostatnio na Was narzekałam ,że nie komentujecie, to dzisiaj muszę Was pochwalić <3
Nawet nie wiecie jaką radość sprawiliście mi swoimi komentarzami <3
Kocham Was miśki i mam nadzieję, że dzisiaj też pokażecie na co Was stać <3
A co do rozdziału, to proszę, nie zabijajcie mnie.
Wiecie, że nawet on mi się podoba? XD
Tak wiem, rozdzieliłam w nim Jortini, ale rozdział nawet nawet XD
Niestety nieubłaganie zbliżamy się do końca tego opowiadania.
I cały czas nasówa się pytanie co dalej.
Mówię szczerze,że nie mam bladego pojęcia, ale jeszcze nie dzisiaj o tym.
Ogólnie to mam dzisiaj takie roztrojenie emocjonalnie przez to, że dzisiaj mijają 4 lata odkąd Violetta została wyemitowana w Argentynie i tak przy okazji zebrało mi się na gif z pierwszego sezonu xD
Nie będę się tutaj rozpisywać o tym ile ten serial dla mnie znaczy i tak dalej, bo myślę, że każdy czuje to samo, a ja opowiadając o tym rozkleiłabym się na maksa.
Dobra już nie przedłużam tylko kończę <3

20 kom>>>>> next

środa, 11 maja 2016

LBA #5



Hello. Nie za często dodaje te posty? XD
Zostałam nominowana przez moją Lil ly
Zapraszam więc do LBA >>>>>>





1. Masz jakichś idoli poza Violettos?

Mam czekoladę <3

2. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz?

Głównie to wszystko cokolwiek stworzą moi idole i co wpadnie mi w ucho xD

3. Co sądzisz o moim blogu? Chciałabyś tu wprowadzić jakieś zmiany?

CUDOWNY. I masz nic nie zmieniać cfelku ;*

4. Masz jakąś/jakieś pasje?

Uwielbiam malować paznokcie liczy się ? XD

5. Na płycie TINI, wolisz wersje piosenek po angielsku czy hiszpańsku?

Zależy których piosenek, czasem podobają mi się dwie wersję, ale myślę, że hiszpański siempre en mi corazon. <3

6. Jeśli masz twittera, masz swoją fav twitterowiczkę?

Mam TT #szpan XD Ale nie mam żadnej fav .

7. Ulubiona potrawa?

CZEKOLADA

8. Jaki masz kolor oczu?

Nigdy tego nie wiedziałam XD I chyba nikt tego nie wie, coś między niebieskim, zielonym, szmaragdowym i błękitnym ;3

9. Opisz siebie w trzech słowach.

CZE-KO-LA-DA upss, to cztery słowa.

10. Czy kiedykolwiek spotkałaś/widziałaś kogoś z obsady?

Widziałam Samu (Zachowałam się jak totalna idiotka nie będę o tym opowiadać) no i widziałam wszystkich na VL

To chyba na tyle <3
Będę zła i nie będę nikogo nominować ;c
Nie gniewać się ;*
Rozdział chyba pojawi się w sobotę <3

sobota, 7 maja 2016

LBA #3 i LBA #4

Hej kochani. Dzisiaj tak wyjątkowo zamiast rozdziału dodaje LBA, do którego zostałam nominowana przez moją Rosee oraz Patty .
Także nie przedłużają przechodzimy do pytań.

1. Co lubisz robić najbardziej?

Nie wiem, co lubię robić najbardziej. Mam masę zainteresowań i nie potrafię skupić się na jednej rzeczy XD


2. Co sądzisz o moim blogu?
Trafiłam kiedyś na niego, ale potem link mi gdzieś uciekł, jednak teraz już wszystko nadrobiłam.
<333 Świetnie piszesz ;*


3. Gdybyś spotkała Jorge i Tini jakie pytanie byś im zadała?

Ze swojego doświadczenia wiem, że pewnie gdybym ich spotkała zaczęłabym się jąkać i nie wiedziałabym jakim językiem mam mówić. (Jak spotkałam Samu mówiłam do niego w trzech językach i chyba nawet jeszcze po niemiecku coś powiedziałam) XD


4. Ile masz lat?

Tajemnica zawodowa XD


5. Lara VS Gery. Która i dlaczego?
Obie postacie nie przypadły mi do gustu, bo rozdzielił mi Leonette jednak chyba wolałam Larę.
Dziewczyna ma cudowny charakter i ogólnie kochana osóbka.


6. Skąd czerpiesz pomysły?Same przychodzą. Czasem napotkam jakiś cytat i wymyślam do niego jakąś scenę, gdzie można by go użyć lub oglądając jakiś film, czytając książkę...


7. Dlaczego zaczęłaś pisać opowiadanie?

Kiedyś trafiłam przypadkiem na jakiś blog, ogólnie przeczytałam tam tylko OS, a potem zaczęłam czytać blogi nałogowo i stwierdziłam, że sama chciałabym spróbować zacząć pisać. Zawsze z łatwością pisało mi się wypracowania i chciałam się sprawdzić. Ogólnie jestem taką duszą artysty XDD


8. W jakim mieście mieszkasz?

Nibyladnia, ale ciii bo się wyda.

9. Masz zwierzątko?


Mam dwa psy i brata liczy się? ;3


10. Jaki powinien być ideał chłopaka?


Taki Leon XD A tak na serio to nie mam ideału, każdy jest wyjątkowy w tym kim jest i nie mam swojego typu. (Ale jaki mi załatwisz takiego Leosia to nie pogardzę xD)


11. Jaki był pierwszy blog, który przeczytałaś?

Nie pamiętam linku, ale wiem, że jak już pisałam przeczytałam na tym blogu tylko OS i się przy nim poryczałam. A potem czytałam jeszcze jednego, gdzie dziewczyna dodawała rozdział raz w miesiącu, a potem zawiesiła bloga. Cóż nie mam pamięci do linków XD

~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~

1. Czy od początku lubiłaś Violettę? Oglądałaś ją od początku?

Pamiętam jak zobaczyłam jej zwiastun. Siedziałam na podłodze i powiedziałam do mamy takie coś "To może być fajne". A potem obejrzałam pierwszy odcinek i potem nie oglądałam Violetty przez jakieś dwa tygodnie bo godzina mi nie pasowała, a następnie nadrobiłam wszystko i oglądałam ją na internetach XD

2. Czy kiedyś miałaś wątpliwości co do pisania?

Tak. Na początku nie byłam przekonana czy aby na pewno mam zakładać tego bloga, ale teraz też je mam, jednak tak bardzo się do tego przywiązałam, że chyba nie jestem wstanie się z tym rozstać.

3. Co sprawa ci radość w pisaniu?

Chyba to, że mogę wymyślić własną historię, która jest tylko moja i to, że mogę po prostu przełożyć wszystko to co myślę, bo przecież tak naprawdę każdy w swoim opowiadaniu ukazuje swoje prawdziwe oblicze i duszę.

4. Od kiedy prowadzisz bloga?

Niedługo będzie roczek aww <3

5. Malujesz się? *Jaka ja pomysłowa o boże*

Nie xD Naturalność przede wszystkim ;3  I tak kochanie jesteś bardzo pomysłowa XD

6. Największe twoje marzenie?

Chcę być po prostu w pełni szczęśliwa.


7. Masz płytę Tini? Która piosenka podoba ci się najbardziej?

Nie mam. Oprócz duetu Leonetty kocham Lo que tu alma escribe lub jej inglisz wersje XD
Ta piosenka jest taka magiczna.


8. Pisałaś coś kiedyś na siłę?

Tak. Parę rozdziałów, do których nie miałam w ogóle głowy i do dzisiaj nie mogę na mnie patrzeć, bo wydają mi się okropne, to był czas kiedy zastanawiałam się nad zaprzestaniem pisania.

9. Jak masz na imię?
Alfons <3


10. Podoba ci się mój blog? Zmieniłbyś coś?

Kochanie, dobrze wiesz, że uwielbiam twój blog <33 Nie zmieniłabym totalnie nic ;*



Nie gniewajcie się, ale nie nominuje nikogo. Nie mam głowy do wymyślania pytań <33
A tak w ogóle to polubiłam te LBA XD

sobota, 30 kwietnia 2016

XLV rozdział - Wkopując mnie, wkopiesz siebie


                                                          Rozdział dedykowany Zuzia Dąbrowska

                                                                         *Przeczytaj notatkę*

                                                                                      
                                                                              Wydaje się źle, że zostałem sam.
                                                                             A wszystko to były czyste kłamstwa.
                                            Przeklęty mój zły los, że w tamten dzień cię spotkałem.


Przez cały czas nie mogłam się skupić. Ciągle błądziłam wzrokiem po całym lokalu, co chwile cicho wzdychając.
-Martina- Jorge złapał moją dłoń, która bezwładnie leżała na stoliku.- Co jest?- Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i zaczął głaskać kciukiem moją rękę.
-O co ci chodzi?- Posłałam mu sztuczny uśmiech i nerwowo zachłysnęłam się powietrzem. – Wszystko dobrze- Starałam się unikać jego wzroku i cały czas patrzyłam na nasze złączone dłonie.
-Myślisz, że cię nie znam- Lekko uniósł brew i wykrzywił usta.- Wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć?- Przybliżył się do mnie i podniósł mój podbródek, przez co musiałam patrzeć mu prosto w oczy.

-Tak wiem- Wywróciłam delikatnie oczami i zaciągnęłam się powietrzem.- Ale nic mi nie jest.
-Cały czas coś przede mną ukrywasz- Zacisnął powieki, a ja zauważyłam jak jego mięśnie twarzy się napinają.
-Wyolbrzymiasz wszystko- Podniosłam głos i spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.- Dopiero co się pogodziliśmy, a ty znowu chcesz się kłócić- Wyrwałam swoją rękę z jego uścisku.
Usłyszałam jego ociężałe westchnięcie.
-Dobrze- Powrócił swoim spojrzeniem na mnie- Mieliśmy miło spędzić czas. – Kiwnęłam twierdząco głową, a Jorge ruchem ręki przywołał kelnera.
~~~
♦☺☺☺~~~

Przystanęłam na chwilę w progu i zaczęłam rozglądać się po pokoju.
Mieszkanie samej ma wiele plusów. Jednak mimo wszystko czasem ta cisza dudniąca w uszach jest nie do zniesienia. Chwilami brakuje mi radosnego, niewinnego śmiechu Lucasa, rozmów taty i Angie przy porannej kawie. Dawno ich nie widziałam. Muszę ich w najbliższym czasie odwiedzić.
Usiadłam na kanapie podkulając swoje nogi.
Wzięłam do ręki pilota od telewizora i wcisnęłam zielony przycisk.
Po chwili mieszkanie wypełniły dźwięki wydawane przez plazmę.
Mój spokój nie trwał długo, ponieważ za moment usłyszałam donośny dzwonek do drzwi.
Niechętnie podniosłam się z sofy i powolnym krokiem podeszłam do drewnianej konstrukcji.
Uchyliłam drzwi i w jednej chwili moje serce zatrzymało swoją pracę.
Brałam coraz szybsze wdechy, a mój oddech stał się płytszy.
Zacisnęłam swoje pięści na framudze i dzięki temu nie straciłam równowagi.
-Jak ty mnie znalazłeś?- Zadałam pytanie łamiącym się głosem.
-Miłość mnie tu przyprowadziła- Prychnął lekceważąco i wywrócił oczami.
Nathan miał zamiar wejść do środka, jednak od razu zagrodziłam mu drogę moim kruchym ciałem.
-Myślisz, że mnie zatrzymasz?- Spojrzał na mnie pogardliwie i zaczął głaskać mój policzek.
Zgrzytnęłam zębami i z obrzydzeniem strąciłam jego dłoń.
-Ostatni raz cię tu widzę- Wysyczałam przez nadal zaciśnięte zęby.
-Bo?- Oparł swoje ramię o framugę i przybrał podobną pozę, co ja by mnie sprowokować.
-Zadzwonię na policję- Przeczesałam ruchem ręki swoje włosy w tył.
-I co im powiesz?- Nachylił się nade mną i zaczął monitorować moją postać.
-Całą twoją przeszłość- Spojrzałam na niego z pogardą- Powiem im wszystko co o tobie wiem, Nathan.
-Wkopując mnie, wkopiesz siebie- Zaśmiał się szyderczo i założył mi kosmyk włosów za ucho.
Wzięłam kilka głębokich wdechów, by nie powiedzieć coś, czego będę żałowała. – A wtedy oboje będziemy gnić w więzieniu, skarbie- Odsunął się ode mnie na znaczną odległość, a ja wykorzystując ten moment zatrzasnęła mu drzwi przed twarzą.
Zsunęłam się na dół po drzwiach i ukryłam się w swoich ramionach.
Ten cholerny dupek ma rację. Poczułam jak po policzkach zaczynają spływać mi łzy.
Kolejny raz przeczesałam sobie włosy dłonią i zaczęłam bawić się moją bransoletką.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
Mój oddech ponownie przyśpieszył i poczułam jak po kręgosłupie lecą mi drobne krople potu.
-Idź sobie Nathan!- Krzyknęłam i ponownie zakryłam dłońmi swoją twarz.
-Co?- Zza drzwi odezwał się zdezorientowany głos.
Szybko wstałam i zaczęłam wycierać swoje mokre policzki. Przygłaskałam dłonią delikatne zagniecenia na mojej sukience i spojrzałam na lustro powieszone naprzeciwko.
Ostatni raz poprawiłam lekko swoje włosy i otworzyłam drzwi.
-Cześć- Przybrałam sztuczny uśmiech i przywitałam Jorge pocałunkiem w jego gładki policzek.
-Hej- Spojrzał na mnie podejrzliwie i pogładził mnie po ręce. – O jakiego Nathana chodziło?- Cholera.
Wciągnęłam nerwowo powietrze ze świstem.
-Musiało ci się przesłyszeć- Ponownie posłałam mu sztuczny uśmiech.
-Nie wymyślaj, mam dobry słuch- Na mojej twarzy zaistniał grymas, a ręce zaczęły się trząść.
-Nath, to mój stary kolega- Wymyśliłam na poczekaniu i skierowałam się w stronę kanapy, udając obojętną.
-Mam być zazdrosny?- Jorge się zaśmiał i odwiesił swoją sportową marynarkę na wieszak.
-Przestań- Zaśmiałam się nerwowo, cały czas unikając wzroku szatyna.
-A skoro się kolegujecie to dlaczego go wyganiałaś?- Podszedł do mnie i usiadł obok na miękkiej sofie.
Dlaczego musisz być taki ciekawy?
-Po prostu się pokłóciliśmy- Usłyszałam jak mój głos zaczął się łamać, chociaż tak bardzo chciałam tego uniknąć.
-Ale wszystko dobrze?  To coś poważniejszego?- Pokiwałam tylko głową, ponieważ nie mogłam już nic wymówić. –Chętnie bym go poznał- Posłał mi swój uśmiech, a ja poczułam jak w moich czekoladowych oczach zaczęły się zbierać łzy. Tak bardzo nienawidzę go okłamywać.
Zresztą w ogóle nie znoszę nikogo kłamać.
-Martina co jest?- Momentalnie obtulił mnie swoimi mocnymi ramionami.
-Bo chodzi oto...- Wyjąkałam i mocno zachłysnęłam się powietrzem.
-Mocno się pokłóciliście?- Pocałował czubek mojej głowy, a ja tylko pokiwałam przecząco.
Odsunęłam się od niego i ponownie tego dnia wytarłam swoje różowawe policzki.
-Co jest skarbie? – Podniósł mój podbródek przez co byłam zmuszona by patrzeć mu w oczy, które tylko podpalały i wzmacniały moje i tak już ogromne poczucie winy.
-Ja nie powiedziałam ci prawdy- Wyszeptałam i ponownie spuściłam swój wzrok.
Nie miałam odwagi by patrzeć w jego oczy, które były przepełnione miłością. Miłością do mnie.

***
Powiem szczerzę, że ten rozdział miał się dzisiaj nie pojawić.
Ale przyczyną nie miało być moje lenistwo i to że go nie napisałam tylko wasze lenistwo.
Miało pojawić się 20 komów żebym dodała następny, a komentarzy pod rozdziałem jest ledwo 11 .
Zawiodłam się trochę. Serio, pod poprzednim rozdziałem było komów 20, a tu spadliście o dziesięć mniej.
Ostatni raz robię takie coś, że jeśli nie ma wyznaczonej liczby komentarzy to dodaje rozdział.
Ja się staram wy też się staracie. Także to chyba na tyle.
A tak z innej beczki jakie wrażenia po płycie Tini?
Macie ją już w swoich łapkach? XD
Do następnego kochani <3

20  kom -> next

sobota, 16 kwietnia 2016

XLIV rozdział - Przeznaczenie


                                            
                                                                        Rozdział dedykowany domi
                                                                            
                                      Są pożegnania, na które nigdy nie będziemy gotowi.                       Są słowa, które zawsze będą wywoływać morze łez  i są osoby, na myśl,
                                  o których zasypie nas lawina wspomnień.


-Możesz przestać?- Odparła gniewnym tonem Mercedes- Dodajesz już chyba dziesiątą łyżeczkę cukru.-
Spojrzałam na nią spod rzęs i natychmiastowo odsunęłam od siebie cukierniczkę. – Nadal jesteś z nim pokłócona?- Spojrzałam na nią niezrozumiale i uniosłam brew do góry. Blondynka przekręciła oczami i cicho się zaśmiała- To jest mój brat, umiem od niego wszystko wyciągnąć. – Oparła się delikatnie łokciem o stół i dokładnie monitorowała moją postać.
-Nie wiem- Spojrzałam na swoje splecione dłonie i zaczęłam miętosić złotą bransoletkę z zawieszką w kształcie serduszka na moim nadgarstku. Usłyszałam głośne westchnięcie mojej przyjaciółki i od razu przeniosłam na nią wzrok.
-Ile to jeszcze potrwa?- Przyłożyła do swoich ust filiżankę z czarną cieczą.
-Mamy gorsze dni- Uciekałam wzrokiem gdzie tylko mogłam, po całym lokalu, byle tylko nie patrzeć jej w oczy-To nic poważnego drobna sprzeczka i tyle.
-Wystarczyłoby żebyś mu powiedziała o Nathanie- Przeczesałam dłonią swoje włosy do tyłu i schowałam swoją twarz w dłoniach.
-Po co? Widocznie już się odczepił.- Mercedes popatrzyła na mnie spod byka- Widziałam go tylko raz, nie róbmy z tego afery- Dodałam szybko pod wpływem jej ostrego wzroku.
-Przypomnieć ci, w co się wplątałaś przez niego?- Przysunęła się bliżej i miałam wrażenie, że świdruje wzrokiem w moim umyśle wielką dziurę, by wydostać z niego wszystkie moje myśli i wspomnienia.
-Nie. Sama doskonale wszystko pamiętam. Nawet aż za dobrze- Zapadła niezręczna cisza, która została przerwana przez kelnera, który doniósł blondynce szarlotkę.
Spojrzałam przelotnie na zegarek i zerwałam się z krzesła- Muszę iść. – Szepnęłam i delikatnie obtuliłam Mercedes moimi szczupłymi ramionami.  Blondynka kiwnęła tylko głową i posłała mi blady uśmiech.
Zarzuciłam swój kaszmirowy sweterek na ramiona i wyszłam z kawiarni, o czym zakomunikował malutki dzwoneczek wiszący nad drzwiami.
Szybkim krokiem szłam zatłoczonym chodnikiem.
Co chwila ktoś się przepychał lub ktoś na kogoś krzyczał.
Kocham to miasto, ale czasem mam marzenie żeby iść sobie spokojnie ulicą, nie słyszeć pracujących silników samochodowych i nie czuć spalin unoszących się w powietrzu.
Iść chodnikiem i nie bać się, że ktoś cię przetrąci lub skrzyczy, że za wolno spacerujesz.
-Znowu się spotykamy- Do moich uszu doszedł głos, który wprost ociekał jadem.
Gwałtownie odwróciłam głowę do tyłu i stanęłam jakbym była sklejona z ziemią.- Nie sądzisz, że to przeznaczenie?- Zaśmiał się pogardliwie i miałam wrażenie, że skanuje mnie wzrokiem.
-To raczej ty mnie śledzisz- Wysyczałam cicho przez zęby.
Ponownie na jego twarzy zagościł żmijowaty uśmiech.
-Słoneczko przede mną i tak nie uciekniesz- złapał mój nadgarstek i czułam jak jego dłoń zaciska się na nim.  Sam jego dotyk sprawiał, że ciało w tym miejscu paliło się żywym ogniem.
Miałam wrażenie, jakby igły wbijały mi się w skórę.
-Nie rozumiem- Mój głos zaczął się łamać a ja coraz bardziej przygryzałam wewnętrzną część policzka, by nie dać uwolnić się łzom.
-Czego?- Zaśmiał się szyderczo i jeszcze mocniej zacisnął swój uścisk.
Poczułam jak moja dłoń sztywnieje i zaczyna mrowić.
-Dlaczego chcesz zniszczyć mi życie?- Przybliżyłam się do jego twarzy i spojrzałam mu prosto w oczy.
-A co nie było ci ze mną dobrze?- Zapytał się retorycznie i ponownie na jego twarzy zaistniał szyderczy uśmiech.
-Błagam cię- Wywróciłam oczami jednak od razu tego pożałowałam, bo poczułam jeszcze mocniejszy ucisk na nadgarstku.
-Tyle dla ciebie zrobiłem a ty tak mi się odpłacasz?- Prychnął mi w twarz i zaczął się przybliżać.
Przekręciłam głowę w bok by nie czuć jego oddechu na twarzy.
-Byłeś mi tylko potrzebny do pozbycia się problemów- Odsunęłam się od niego i zaczęłam rozglądać się po ulicy. – Zresztą ty dobrze o tym wiesz- Zacisnęłam usta by nie wypłynęły z nich niepotrzebne słowa.
-Byłem tylko byś zapomniała o problemach?- Zaśmiał mi się prosto w twarz. Kiwnęłam niepewnie głową i spuściłam wzrok.- To teraz ja będę twoim problemem- Rozszerzyłam oczy, a mój oddech stawał się coraz szybszy. Czułam jak moje serce bije ze zdwojoną mocą i miałam wrażenie że chce wyskoczyć z mojej klatki piersiowej. – A o mnie tak łatwo nie zapomnisz- Zacisnęłam pięść i zaczęłam brać miarowe oddechy by się uspokoić. W pewnej chwili, gdy naszedł mnie nagły przypływ odwagi, zdecydowanym ruchem wyrwałam swój obolały nadgarstek z uścisku Nathana i zaczęłam biec przez siebie jak najszybciej.
Nie zważałam na to, że paru ludzi się na mnie wydarło za to, że na nich wpadłam.
Szłam szybko przed siebie, a po policzkach swobodnie spływały mi łzy.
Po chwili usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
Moje serce ponownie zaczęło mi walić, a ja przyśpieszyłam swój bieg.
Coraz szybciej biegłam a krzyki i tak nie ustawały.
Poczułam jak ktoś w jednej chwili chwyta mnie za ramię.
Odwróciłam się w tył i dostrzegłam przez łzy dobrze zbudowanego mężczyznę.
-Martina?- Pyta zszokowany szatyn, a ja od razu rzucam mu się w objęcia.
Czuję jak jeszcze mocniej przyciska mnie do siebie i zaczyna gładzić mnie po włosach.
-Co jest?- Pyta się oszołomiony i odsuwa mnie od siebie na odległość jego ramion.
-Nie kłóćmy się więcej- Patrzę na niego załzawionymi oczami.- Cholernie cię przepraszam- Ponownie wtuliłam się w jego tors, a on pocałował mnie w czoło.
-Nie przejmuj się już wszystko dobrze- Posłał mi swój delikatny uśmiech i chwycił moje dłonie.
-A tak w ogóle to, dlaczego przede mną uciekałaś?- Zaśmiał się delikatnie i zaczął gładzić kciukiem moją rękę.  Zaczęłam się rozglądać dookoła i nerwowo uśmiechać.
-Nie słyszałam cię jak mnie wołałeś- Wymyśliłam pierwsze lepsze kłamstwo i starałam się nie patrzeć mu w oczy.
-To chyba głucha jesteś- Perliście się zaśmiał pokazując przy tym swoje śnieżnobiałe zęby- Musisz iść do laryngologa- Zaczęłam się bawić moją bransoletką ,a swój wzrok skupiłam na czubkach moich wiosennych botków.
-Zabierzesz mnie do domu?- Rzuciłam szybko, chcąc zmienić trudny dla mnie temat.
-Jasne skarbie- Odsłonił swój nadgarstek i spojrzał na zegarek, wcześniej zasłonięty mankietem od koszuli.–Ale chyba mam lepszy pomysł. – Posłał mi uśmiech i chwycił moją kruchą dłoń.
-Zaskocz mnie- Uniosłam do góry brew i ruszyłam razem z szatynem przed siebie.
-Zabieram cię do restauracji na randkę- Zatrzymał się na chwilę i musnął ustami mój policzek.

***
Hej wszystkim.
O Jezu udało mi się coś wyskrobać.
Myślę, że jak na mój brak weny i czasu, rozdział nie jest taki zły.
Martyna prawie wcale nie narzeka cieszcie się, takie coś nie zdarza się często XD
Notatka też będzie krótka to kolejny powód do radości :

Ostrzegam, że nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział.
Mam drobne problemy prywatne, koleżeńskie, szkolne,rodzinne i tak dalej xDD
Muszę najpierw uporządkować sobie życie, a potem skupię się na rozdziale.
Wybaczcie ;*
Jeśli są jakiekolwiek błędy to wybaczcie.
Nie miałam ochoty już ich poprawiać.
To by było na tyle.
A i nabijajcie wyświetlenia, bo OS na 50 000 wyś. już jest gotowy i czeka tylko na publikacje.
Chociaż może to jest bardzie One Part..Dobra nie ważne xD
SZANTAŻ----------->>>>>>>>>>>>>>>>>
20 kom >>>> next

.
.
.
.
.
.
template by oreuis