poniedziałek, 12 października 2015

Stało się!



Więc nie wiem jak, nie wiem kiedy, nie wiem gdzie.
Naprawdę nie mogę w to uwierzyć!
10.000!
Jestem w szoku!
Wczoraj wieczorem wybiło mi 10.000 wyświetleń. SZOK.
Mogłabym teraz napisać jakiś potwornie długi monolog o tym jak cholernie jestem Wam wdzięczna, ale wszyscy dobrze wiemy, że nie jestem w tym dobra.
Strasznie Wam dziękuję.
Wszystkim ogólnie i każdemu z osobna.
Nigdy nawet nie śmiałam marzyć, że mój blog będzie miał 10.000 wyświetleń. Jak to pięknie brzmi.To wszystko jest wyłącznie WASZA zasługa. Bez WAS by mnie tu nie było.
Chciałabym również podziękować stałym komentatorom (te osoby wiedzą o kim myślę), wszystkim obserwatorom, każdemu, kto chociaż raz odwiedził mojego bloga.
To dla mnie ogromne osiągnięcie.
I chodź czasem zdarzały się gorsze dni, gorsze chwilę, wszyscy razem wytrwaliśmy.
Dobra miałam nie pisać żadnego monologu, ale samo wyszło. Tak prosto z serducha <3
Po prostu DZIĘKUJĘ.
Oczywiście mam dla Was specjalną niespodziankę z tej wyjątkowej okazji.
Ale nie powiem, co dla Was przygotowałam, bo to niespodzianka <3
Nie długo pojawi się OS. Taki strasznie strasznie długi, ale ciiii XD Sorki, jeśli gdzieś popełniłam literówkę, ale z tej całej euforii, słowa mi się nie kleją <3

DZIĘKUJĘ. KOCHAM WAS.

sobota, 10 października 2015

XXIV rozdział - Najlepszy psycholog

                     
                                  
                                                          Rozdział dedykowany Rosee <3

Nasze pragnienia są przeczuciami zdolności,
  które w nas drzemią, zapowiedziami tego,
    czego będziemy w stanie dokonać."
 
Leżę właśnie na moim łóżku i oglądam powtórki mojego ulubionego serialu na laptopie.
Już od pięciu minut dzwoni mój telefon, jednak staram się go ignorować.
Czy nigdy nie mogę mieć dnia tylko dla siebie?
Nawet nie wymagam całego dnia tylko wieczoru.
Ten telefon tak mnie denerwuję, że aż znudziła mi się moja ulubiona piosenka, która jest ustawiona na dzwonek.
Wciskam pałze, by zatrzymać dalsze odtwarzanie filmu i leniwie podnoszę się z łóżka.
Szukam wzrokiem mojego białego Samsunga, którego po krótkiej chwili zauważam na biurku.
-Halo?- Nawet nie miałam ochoty spojrzeć na wyświetlacz, kto dzwoni.
-Tini, Mogę do ciebie przyjść?- Na dźwięk głosu mojej przyjaciółki ożywiam się.
-Cande, co się stało?- Nawet przez telefon słyszę, że płaczę.
-Powiem ci jak przyjdę, dobrze?
-Jasne czekam. – Rozłączam się i wyłączam laptop cicho wzdychając.
Widocznie nici z sobotniego wieczoru, ale Cande to moja przyjaciółka i jeśli ona płaczę to znaczy, że musi być bardzo źle. Jest silna i twarda, a jeśli coś ją złamie to musi być to coś wielkiego.
To właśnie ona jest takim naszym podparciem w trudnych chwilach. Najlepszym psychologiem.
Zawsze wie, kiedy potrzebujemy kopa w nasze cztery litery i nam go daje ze zdwojoną siłą.
Gdy słyszę dzwonek, który wyrywa mnie z rozmyślań biegnę na dół po schodach.
-Cześć- Mówię po cichu zdziwiona jej stanem.
Jej oczy są całe zapuchnięte i czerwone. Reszki rozmazanego makijażu znajdują się na jej bladych policzkach. – Wejdź.
-Jesteś sama?- Zadaje pytanie, gdy siedzimy na kanapie w salonie.
-Tak tata i Angie wyszli na kolacje i późno wrócą.- Odpowiadam cały czas się jej przyglądając.- Możesz mi powiedzieć, co się stało?- Zaczynam ją głaskać po ramieniu.
-Po pierwsze przepraszam, że przychodzę tak późno..- Widzę jak w jej oczach zbierają się nowe łzy.
- Samuel ze mną zerwał- Mówi szeptem jakby miała gulę w gardle.
Bez zastanowienia się do niej przytulam. Czuję jak moczy mi moją bluzkę od dresu.
Dlaczego wszystko się zwaliło w jednym momencie?
Najpierw Jorge, później Mechi a teraz Cande.
Czemu moi bliscy muszą cierpieć. Nie może się nam w życiu szczęśliwie układać…
Zawsze musi się coś spieprzyć.
-Dlaczego?- Spytałam, kiedy się ode mnie odsunęła.
Nic mi nie odpowiedziała tylko pokręciła przecząco głową.
Zrozumiałam, że nie chce o tym rozmawiać, więc nie naciskałam.
-Słuchaj, a może pójdziemy do jakiegoś klubu na dobrą imprezę?- Jakoś nie bardzo miałam na to ochotę, ale może jej poprawiłoby to humor.
Rudowłosa spojrzała na mnie swoimi pięknymi, zaszklonymi oczami.
-Nie chcę.- Opowiedziała szeptem. 
Jednak pociągnęłam ją za rękę i udałyśmy się do mojego pokoju mimo jej ciągłych sprzeciwów.
Wybrałam parę ubrań z mojej szafy i położyłam je na łóżku, na którym siedziała Candelaria.
-Który wybierasz- Uśmiechnęłam się do niej pokrzepiająco.
-Żaden.- Odpowiedziała nawet się na mnie nie patrząc. Westchnęłam cicho.
Wzięłam moim zdaniem najlepiej pasujący strój i wepchnęłam ją z nim do łazienki.
Sama przebrałam się u siebie w pokoju.
Kiedy wyszła z łazienki uśmiechnęłam się do niej szczerze, naprawdę ładnie wyglądała.
-To, co wychodzimy.- Wzięłam ją pod rękę i nie słuchając jej narzekań szłam w stronę drzwi.
Zamówiłam taksówkę i ruszyłyśmy do najbliższego klubu.
Naprawdę nie chcę mi się iść na jakąkolwiek dyskotekę, ale wiem, że Cande to rozweseli.
-Zaczynamy imprezkę!- Powiedziałam radośnie. Cande próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł jej grymas.  Na ten widok swoje wskazujące palce przybliżyłam do jej kącików ust i podniosłam je ku górze.
Cande serdecznie się zaśmiała na mój gest.
-I tak ma zostać kochana.- Szepnęłam jej na ucho i pociągnęłam za rękę do środka klubu.
Rudowłosa cały czas świetnie się bawiła, a ja? Ja byłam zajęta udawaniem, że dobrze się bawię.
Jednak to nie miało mi poprawić nastrój tylko Cande i chyba się udało.
Gdzieś około drugiej w nocy pojechałyśmy taksówką do swoich domów.
Na palcach weszłam do salonu i zdjęłam moje potwornie niewygodne szpilki.
Zaczęłam po chichu kierować się do mojego pokoju, by nie obudzić reszty domowników, którzy już na pewno wrócili z kolacji. Mam tylko nadzieję, że nie dostanę ochrzanu, że wyszłam z domu.
Jestem strasznie zmęczona jednak i tak wezmę prysznic.
Czuję na sobie woń papierosów i alkoholu, czyli główne zapachy, które panują we wszystkich klubach.
Poszłam do łazienki po czym rozebrałam się i wzięłam krótki prysznic.
Rozprowadziłam płyn po swoim ciele, a następnie go spłukałam.
Wyszłam z kabiny na zimne płytki, a przez moje ciało przeszedł dreszcz.
Szybko ubrałam na siebie swoją pidżamę i ponownie na palcach skierowałam się do swojego pokoju.
Wtuliłam się w swoją kołdrę i przykryłam się nią po samą szyję.
Mam nadzieję, że nikogo nie obudziłam.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy zasnęłam. 
***
Witam! Przychodzę do Was z takim badziewiem, że aż mi głupio, że to tu publikuję.
W tym rozdziale nie dzieje się nic ciekawego.
Jednak niestety czasem takie rozdziały też muszą być.
Obiecuję, że kolejny będzie lepszy. Przepraszam, za to tu do góry.
W następnym trochę się wyjaśni i adrenalina pójdzie w górę XD
Ten rozdział jest jakby cisza przed burzą :))
Przypominam o konkursie na OS!
Do soboty <3 Komentujcie <3
PS. Jeszcze jakieś 100 wyświetleń i dobijemy do 10 000 !! Incredible.



sobota, 3 października 2015

XXIII rozdział - Milimetr.


                             
                                                           Rozdział dedykuję NYC :) ;**

-Idioto, co ty tu robisz?!- Wydarłam się- Wiesz jak się wystraszyłam?!
-Nie denerwuj się tak, złość piękności szkodzi- Odpowiada śmiejący się Jorge, który leży na moim łóżku.
-Możesz sobie już stąd iść?- Wskazuję ręką na drzwi- Z tego, co wiem to jest mój pokój.
-Ale to ja mam spać na kanapie?- Mówi robiąc maślane oczka. Słodziak mój.
Nie wcale nie mój ani nie słodziak.
-Ale to lepiej, że ty będziesz spać na kanapie niż żebym ja miała na niej spać.- Jorge wstaje z łóżka i podchodzi do mnie. Jest tak blisko, że mogę dostrzec każdą iskierkę wirującą w jego oczach.
-Chciałem spać z tobą, ale skoro nie chcesz skorzystać z tej okazji to sobie pójdę-  Humor mu dopisuje. Czuję jego gorący oddech na mojej twarzy. W tym momencie mój mózg nie panuje nad ciałem.
Albo ja mam jakieś omamy albo on się do mnie przybliża.
-Tak cholernie chciałbym cię pocałować, ale nie mogę- Szepcze mi prosto w moje usta.
Nie może?! Dlaczego!?
Gdybym była odważniejsza sama bym go pocałowała, ale niestety nie jestem.
Szatyn nadal jest tak blisko mnie i nie odsunął się nawet o milimetr.
Tak bardzo chciałabym poczuć smak jego ust.
Widzę, że się waha.
-Dobranoc- na koniec całuje mnie w policzek. Uśmiecham się szeroko i przymykam oczy, by delektować się tą chwilą, która niestety nie trwa długo.
Jorge kieruje się w stronę drzwi, a ja odprowadzam wzrokiem jego sylwetkę i obserwuję każdy jego najmniejszy ruch.
-Pomożesz?- Szatyn wyrywa mnie z osłupienia.
-W czym?- Trzęsę głową jakby to miało pomóc w pozbyciu się myśli.
-Są zakluczone a ty masz klucz.- Zaśmiał się po cichu.
Spoglądam na swoją dłoń, w której rzeczywiście cały czas trzymam metalowy przedmiot.
Pochodzę do drzwi i pomagam wydostać się szatynowi z mojego pokoju.
-Dobranoc- Szepczę, kiedy Leon już wyszedł.
~~~♦☺☺☺~~~
-Cześć wszystkim- Witam się radośnie z osobami siedzącymi przy stole w jadalni. – Są jeszcze ci reporterzy?- Wychylam lekko głowę by móc, choć troszeczkę zobaczyć, co dzieję się za oknem.
-Nie. – Uśmiecha się do mnie Jorge, który widocznie został na śniadaniu. – Znudziło im się.
-To dobrze. Już myślałam, że się tu zadomowili. – Kieruję się w stronę kuchni jednak zatrzymuje mnie kobiecy głos.
-Nie zjesz z nami?- Pyta się Angie.
-Nie. Wezmę sobie jabłko- Posyłam jej uśmiech.
-Dobrze to ja już się będę zbierał- Jorge wstaje od stołu i podaje mojemu tacie rękę. – Bardzo dziękuję za przenocowanie i pyszne śniadanie.
-Nie zostaniesz jeszcze trochę?- Zadaje pytanie Angie, która trzyma rękę na swoim ciążowym brzuchu.
-Nie mogę muszę jeszcze załatwić parę spraw- Uśmiecha się do niej szatyn.
-Wpadnij do nas jeszcze- Jorge nic nie odpowiada tylko kiwa głową na tak. 
-Do zobaczenia Tini- Całuje mój policzek i opuszcza nasz dom.
-Zostaw to kochanie- Tata zwraca się do Angie, która zaczynała zbierać naczynia.- Jesteś w ciąży musisz się oszczędzać.- Kobieta tylko wywraca oczami i idzie w stronę salonu.
Słyszę piosenkę Bruno Marsa, która sygnalizuje, że dzwoni mój telefon.
Spoglądam na wyświetlacz poczym odbieram połączenie.
-Hej Mechi.
-Cześć. – Coś jej jest. Zawsze radosna, a teraz ma taki ton głosu jakby cały świat jej się zawalił.
-Co się stało?- Przechodzę do konkretów.
-Nic wszystko okej.- Przecież słyszę, że kłamie. Może coś z Ruggero? Wiem, że jest zakochana w moim kuzynie.
-Za…- Patrzę na swój zegarek, który znajduje się na lewej ręce- 15 minut w naszej ulubionej kawiarni?
-Dobrze. Do zobaczenia. – Rozłączam się.
Biegnę do mojego pokoju skąd zabieram swoją torebkę.
Informuję jeszcze Angie, że wychodzę i trzaskam drzwiami na potwierdzenie tego.
Idę ulicami Buenos Aires, a wiatr lekko podwiewa moją fioletową spódniczkę.
Po paru minutach dochodzę do umówionego miejsca.
Ta kawiarnia nic się nie zmienia.
Jak zawsze dominuje tutaj kolor niebieski. Jest to jakby taki znak rozpoznawczy tego lokalu.
Białe stoliki w stylu Vintage  i obecny wszędzie zapach kawy idealnie oddają charakter tego miejsca.
Wszystko jest tutaj w artystycznym nieładzie, który dodaje uroku i tajemniczości.
Uwielbiam tutaj przebywać. 
Szukam wzrokiem mojej przyjaciółki.
Jednak nigdzie nie dostrzegam jej burzy blond loków. Pewnie jeszcze nie przyszła.
Cichutko wzdycham i idę w stronę naszego ulubionego stolika, który znajduję się przy ogromnym oknie na całą ścianę. Widać z niego panoramę mojego kochanego miasta.
Drzwi do lokalu otworzyły się, co zasygnalizował dzwoneczek przywieszony nad nimi.
Swój wzrok kieruję właśnie w te stronę.  Przyszła.
Macham ręką, by pokazać Mechi gdzie siedzę.
Blondynka kieruje się w moją stronę i już po chwili całujemy się w policzek na przywitanie.
-Hej- Blondynka wymusza sztuczny uśmiech. Czyli jednak się nie myliłam. Coś jest na rzeczy.
-Co jest?- Nie owijam w bawełnę. Mercedes siada na krześle i patrzy na mnie pytającym wzrokiem.
W jej oczach zauważam łzy. Widać, że wiele ją kosztuje wstrzymywanie ich.
-Tini, o co ci chodzi?- Uśmiecha się dziwnie.- Wszystko jest dobrze.
-Nie udawaj. Najpierw Jorge, teraz ty. Możecie mi powiedzieć, o co chodzi?
-Tini. Nie mogę.
-Martwię się rozumiesz?! Nie wiem, co wam jest. Jak wam pomóc…
-Dowiesz się. Ale nie ode mnie. Obiecałam.- Odwraca wzrok.
-Jak nie chcesz mówić to nie!- Zabrałam szybko swoją torebkę i wybiegłam z kawiarni.
Słyszałam jak Mechi za mną krzyczy jednak nie zwracałam na to uwagi.
Dlaczego nie chcą mi powiedzieć, co jest ? Czy to dziwnie, że się o nich martwię?
-Tini!- Kurde, strasznie szybko biega na tych wysokich szpilach- Cholera Martina!- Użyła mojego pełnego imienia. Jest wściekła.
-Czego?- Zatrzymałam się.
-Nie gniewaj się. – Mówi łagodnie jednak stanowczym tonem- Obiecuję ci, że się dowiesz, co jest grane, ale nie teraz… Nie w tym momencie. Proszę cię.- Westchnęłam głośno.
Po chwili zawahania przytuliłam się do niej, a ona odwzajemniła gest.
***
Przychodzę do Was z już 23 rozdziałem.
Przepraszam Was, ale nie mam weny na notatkę.
Jak mam być szczera, to ten rozdział pisało mi się nawet dobrze i jestem z niego jako tako zadowolona. Co oczywiście u mnie jest nowością xD SZKOŁA, SZKOŁA i jeszcze raz SZKOŁA.
Masakra co dziennie sprawdziany i kartkówki. Mam taki zachrzan, że nie wyrabiam :)
Jednak nie przejmujcie się nie opuszczę bloga, pisania i Was <3 Na razie  nie mam takiego zamiaru.
A jak tam u Was ze szkołą? Bo cały czas tylko nadaję o sobie. XD
A co do tego konkursu na OS. Tylko jedna osoba odpowiedziała na moje pytanie pod wcześniejszym rozdziałem.
I mam straszny dylemat. Zrobiłabym konkurs, ale to będzie bezsensowne jeśli tylko jedna lub dwie osoby wyślą prace. A naprawdę chciałabym poczytać sobie Wasze dzieła.
Więc postanowiłam. Jeśli chociaż cztery osoby się podejmą tego zadania konkurs się odbędzie.
Także proszę o zostawienie komentarza, kto weźmie udział.
Kocham Was rybki <333 :** Komentujcie <3


sobota, 26 września 2015

XXII rozdział - Instynkt przywódcy

                                                            

                                                      Rozdział dedykuję AlexandraBeckham ;3

Od trzech godzin siedzimy z Jorge na kanapie i czekamy aż tłum reporterów, dziennikarzy i fotografów opuści mój podjazd.
-Jezus Tini!- Jorge podszedł do okna i lekko odsłonił roletę.- Oni tu namioty rozkładają!
-Co ty pieprzysz?- Wytrzeszczyłam oczy oraz zerwałam się z beżowej kanapy, by podbiec do okna przy którym stał szatyn.
-Nie pieprzę tylko solę.- Gdyby nie to, że jestem wkurzona rozśmieszyłby mnie ten dowcip.
-Na suchary ci się zebrało.- Wykręciłam oczami,  po czym na moje usta wkradł się lekki uśmiech.
Usłyszeliśmy jak ktoś dobija się do drzwi balkonowych.
Za przezroczystymi szybami zobaczyłam tatę i Angie.
Wpuściłam ich do środka. Są wkurzeni. No to mam przechlapane..
Zaraz przecież ja nic nie zrobiłam! To wina tych, co koczują przed naszym domem.
-Możecie mi łaskawie wytłumaczyć, co tutaj się dzieje? – Tata patrzy raz na mnie raz na Jorge.
Angie trzyma go kurczowo za ramię, by go trochę uspokoić. 
Wiem, że gdyby nie ona pewnie teraz by wszystko wysadził łącznie z nami.
-Bo..- Nawet nie wiem jak mu to wszystko wytłumaczyć. Zresztą ja sama nie wiem, co chcę w tym momencie powiedzieć. Jakby w moim mózgu skończyła się zawartość słów.
-Tini się zakręciło w głowie jak byliśmy w parku- Posyłam Jorge wdzięczne spojrzenie- i zaniosłem ją do domu i widocznie przyłapali nas fotoreporterzy, a teraz czekają pod domem żeby wyciągnąć od nas jakieś informacje na nasz temat. – Powiedział na jednym wydechu. Widać, że jest spięty.
Bo jakby nie było jest temu trochę winny. Gdyby się mnie posłuchał i dał mi dojść samej do domu to by ta sytuacja nie miała miejsca.
-Dobra.- tata usiadł razem z Angie na kanapie, a my z Jorge naprzeciwko nich.- Po pierwsze nikt stąd nie wychodzi, bo nawet nie ma jak.  Po drugie Jorge zadzwoń do twoich rodziców i powiedz, że nocujesz dzisiaj u nas. – Wspominałam kiedyś, że mój tata był we wojsku? Teraz ujawnia się u niego instynkt przywódcy.- Po trzecie słoneczko zrobisz kolacje? Jestem potwornie głodny- zrobił maślane oczy do Angie, a my się zaśmialiśmy.
Kobieta pocałowała mojego ojca w policzek i zgrabnym krokiem ruszyła do kuchni. 
Tata natomiast udał się do swojego gabinetu, bo musiał wysłać dokumenty do firmy.
A ja zostałam sama z Jorge w salonie. Co chwile któreś z nas posyłało drugiej osobie spojrzenia.
Raczej żadne nie miało odwagi się odezwać, a może raczej nie chciało.
-Dzieciaki kolacja- Przerwała ciszę Angie, która wołała z kuchni.
Podnieśliśmy się z kanapy i powolnym krokiem ruszyliśmy do jadalni.
Po chwili było słychać jak tata wychodzi ze swojego gabinetu i też kieruje się w naszą stronę.
W całym domu pachniało zapiekanką warzywną a ja czułam jak mój żołądek robi fikołki.
Robiło mi się niedobrze na zapach jedzenia a co dopiero jak to zjem?
Razem z Jorge nakryliśmy do stołu, a Angie na środku postawiła szklane naczynie, w którym znajdował się posiłek.
Wzięłam do ręki widelec i zaczęłam grzebać nim na talerzu.  Wzięłam jeden kęs i poczułam jak jedzenie rośnie mi w buzi. Choćbym nie wiem jak chciała nie mogłam tego przełknąć.
-Tini wszystko okej?- Jorge położył swoją rękę na moim ramieniu.
-Nie smakuje ci?- Angie posłała mi zatroskane spojrzenie.
-Nie, to jest bardzo dobre. Przepraszam, ale nie jestem głodna. – Wstałam od stołu i pobiegłam do łazienki, która znajdowała się na górze.
Po chwili bicia się ze swoimi słabościami, zwymiotowałam.
Nie mogłam dużej wytrzymać.
Wstałam i podeszłam do umywalki, by opłukać usta wodą.
Nie długo po tym w łazience znalazł się Jorge. Kurde zapomniałam zakluczyć!
-Co jest?- Posłał mi pytające spojrzenie.
-Wszystko okej.- Poczułam jak nadchodzi kolejna fala.
-Właśnie widzę.- Kontem oka dostrzegłam w ogromnym lustrze, że moja twarz jest cała blada.
-Jorge wyjdź- Powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
 Jednak on stał w tym samym miejscu i ani mu się śniło ruszyć.
 Z powrotem ukucnęłam i znowu zwróciłam.  Cholera!
Jorge podszedł do mnie i położył mi swoją dłoń na plecy.
Wstałam i ponownie wypłukałam buzie przezroczystą cieczą.
-Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co jest?- Powiedział to z wyrzutem.
-A ty to niby lepszy?- Odpowiedziałam pytaniem na pytanie- Też nie chcesz mi powiedzieć, czemu cały czas jesteś smutny.- Podniosłam głos, jednak po chwili spuściłam głowę.
-Dowiesz się, ale jeszcze nie teraz- Położył mi swoją dłoń na ramieniu. – Zaufaj mi.
-Ufam.- Powiedziałam szeptem, a zielonooki szatyn mnie przytulił.
Bez zastanowienia oddałam ten gest. 
To takie wspaniałe uczucie, kiedy on mnie dotyka, przytula, całuje w policzek…
Czuję jak ciepło od niego rozchodzi się po całym moim ciele.
Dociera do każdej komórki mojego organizmu.
-Idziemy z powrotem na kolacje?- Przerywa chwile mojej rozkoszy.
-Nie. Nie jestem głodna. – Ruszam szybkim i stanowczym krokiem do mojego pokoju, skąd zabieram moją koszulę nocną.
Wracam ponownie do łazienki, gdzie nadal w tym samym miejscu stoi Jorge.
Odchrząkuję myśląc, że przez ten gest przekaże mu żeby sobie poszedł. 
Jednak szatyn nie jest za bardzo taktowny i chyba nie zrozumiał, co miałam na myśli.
-Mógłbyś wyjść?- Zwracam mu uwagę ze szczerym uśmiechem na twarzy.
-Po, co?- Odpowiada mi tym samym.
-Bo chciałabym się wykąpać- Chichoczę.
-A to sobie chętnie popatrzę- Uśmiecha się cwaniacko i zaczyna się śmiać oraz siada na brzegu wanny. Co jak co, ale poczucie humoru to ma.
Czuję jak moje policzki oblewa czerwony kolor. Na szczęście szatyn tego nie komentuje.
Pukam się palcem w czoło poczym pokazuję mu drzwi. Tym razem Jorge zrozumiał moją aluzje i wychodzi bez sprzeciwu. Głośno wzdycham, a następnie rozbieram się ze swoich rzeczy i naga wchodzę pod prysznic. Czuję jak zimne krople obmywają moje ciało.
Po chwili woda zmienia swoją temperaturę na wyższą.
Wykąpana i ubrana w swoją pidżamę wchodzę do swojego pokoju.
Zakluczam drzwi i zapalam światło.  Moje serce zamiera a ciało odmawia posłuszeństwa.
-Idioto, co ty tu robisz?!- Wydarłam się- Wiesz jak się wystraszyłam?!

***


Witam! Szczerze?
Nie miałam żadnego pomysłu na ten rozdział i wyszedł jakiś taki nijaki.
Ale koniec użalania się nad sobą. STOP.
Uhh... SZKOŁA to ZŁO
Naprawdę mam już dość, a to dopiero początek XD
Nie mam dzisiaj weny na notatkę więc wybaczcie.
Zostawiam Was z rozdziałem Skarbeńki <3
Zapraszam do komentowania <3 Napiszcie chociaż kropkę :*
Do nexta Miśki <3 <3

sobota, 19 września 2015

XXI rozdział - Czekamy.


                                                                        
Rozdział dedykuję Joey :** :)


-Jorge?- rzuciłam mu troskliwe spojrzenie- Co się stało?
Oczy miał całe czerwone, jakby właśnie płakał. Nie wiem, co się z nim ostatnio dzieje. Martwię się.
- Wszystko jest dobrze- I znowu ten sztuczny uśmiech, którym próbuje mnie zmylić.
-Proszę cię- Pogłaskałam go po ramieniu patrząc mu w oczy- Powiedz prawdę.
Nagle wszystkie bariery, jakie sobie sami postawiliśmy, prysły jak bańka. Liczyło się dla mnie tylko to, że jest smutny, a ja muszę zrobić coś by znów odzyskał radość.
-Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Tak, dlatego wyglądasz jakbyś wylał wodospad łez.- Uśmiechnęłam się do niego, by choć trochę poprawić mu humor.
-Coś mi wpadło do oka- Zaczął zacierać swoje oko.
-Do obu oczu?- Złapałam go za rękę- Chodź idziemy usiąść- Wskazałam placem na ławkę przed nami.
On się nie sprzeciwiał tylko ruszył za mną.
Nienawidzę patrzeć na to jak jest smutny, wtedy mi również udziela się to uczucie.
- Jak tam na pidżama party?- Zaczął rozmowę, a na jego twarzy znowu zagościł udawany uśmiech.- Po tej mące, która była wszędzie sądzę, że nieźle się bawiłyście.- Zaśmiał się a ja razem z nim.
-No wiesz.. mąkę wykorzystuje się do różnych celów- Przy nim czuję się tak… Swobodnie. – A tobie jak się nagrywało z moją byłą siostrą?- Zachichotałam, a on zrobił się strasznie poważny. Spojrzałam na niego zakłopotanym wzrokiem. 
-Źle.. Znaczy dobrze. Powiedzmy, że mogło być gorzej.- Poprawił płynnym ruchem swoje włosy – Może pójdziemy na lody?- Zmienił temat.
-Tak z rana?- Zachichotałam- Jest dopiero dziesiąta. Odmawiam.
-To może pobiegamy?- Nie czekał na moją odpowiedź, tylko chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Po chwili nabraliśmy równego tępa.
Po paru minutach, przed oczami znowu pojawiły mi się czarne plamy.
Przystanęłam i Jorge również się zatrzymał. Schyliłam się w dół i oparłam swoje dłonie o kolana.
-Wszystko okej?- Położył swoją rękę na moim plecach.- Może już skończymy?
-Nie. Jest dobrze- Wyprostowałam się. W tej chwili zakręciło mi się w głowie.
Na szczęście szatyn w porę zareagował i podtrzymał mnie za ramiona.
-Zaniosę cię do domu.- Zanim zdążyłam się sprzeciwić wziął mnie na ręce.
-Poradzę sobie sama.- zaczęłam się skarżyć- Przecież dojdę sama! Ludzie się na nas dziwnie gapią. Możesz mnie do cholery puścić?- Przecież nie jestem niepełnosprawna! Zakręciło mi się tylko w głowie.
-Nie tak ostro- Zaśmiał się na, co ja posłałam mu złowrogie spojrzenie.
Niósł mnie przez cały park a ludzie przeważnie uśmiechali się na nasz widok.
-Jorge puść mnie! Bo paparazzi nas zaraz znowu przyłapią- Krzyknęłam, kiedy zobaczyłam faceta w czarnym stroju, który robił nam zdjęcia specjalistycznym aparatem.
-Nie obchodzi mnie to. Najważniejsze żeby nic ci się nie stało- Nie no! Zaraz mu coś zrobię. Ludzie trzymajcie mnie!
Przez resztę drogi się do niego nie odzywałam. Tylko niech się nie wkurza jak jutro będziemy w gazecie.
-Koniec tego dobrego- Odstawił mnie na ziemi, gdy znaleźliśmy się przed moim domem. Poszukałam kluczyków w kieszeni od dresów. Weszłam do środka a drzwi zostawiłam otwarte.
Jorge jednak nadal stał na progu.
-Co się tak gapisz? Wchodzisz czy będziesz tak stać jak kołek?- Posłałam mu wredne spojrzenie, a on się do mnie uśmiechnął. Usta mimowolnie ułożyły mi się na kształt uśmiechu. Jesteś na niego zła!
Szybko się ocknęłam i poszłam do kuchni.
-Chcesz coś do picia?- Wykrzyczałam by mnie usłyszał.
-Sok pomarańczowy- Powiedział równie głośno.
Sobie nalałam wodę a dla niego pomarańczowy napój i ruszyłam z dwoma szklankami do pokoju.
-Gdzie jest twój tata?- Spytał, by przerwać ciszę.
-Pojechał z Angie kupić meble dla dziecka.- Pokiwał lekko głową na znak zrozumienia i wypił trochę zawartości swojej szklanki.
-Który to już miesiąc?
-Czwarty. Jeszcze tylko pięć i będę miała rodzeństwo- Posłałam mu uśmiech.
-Cieszysz się?
-Myhym. Nigdy nie chciałam być jedynaczką. Trochę późno się tata wziął, ale cóż- Zaśmialiśmy się.
-Ja już pójdę- Oznajmił i dopił resztę soku.
-Nie- Po cholerę tyś to powiedziała?!- Znaczy.. Nie musisz.- Sprostowałam. On posłał mi zadziorne spojrzenie.
- Czyli już się nie fochasz?- Przybliżył się do mnie.
-Tego to nie powiedziałam!- Wstałam z kanapy i zaczęłam uciekać.
Nie musiałam długo czekać a Jorge zaczął mnie gonić.
Bawiliśmy się jak małe dzieci, biegając po całym domu i drąc się w niebogłosy.
Cieszę się, że Jorge chociaż na chwile zaczął się uśmiechać i zapomniał o tym, co go trapi.
Zbiegłam ze schodów z prędkością światła. Stanęłam za kanapą i starałam się złapać oddech.
Po chwili zobaczyłam Jorge zbiegającego z górnego piętra.
Zaczęłam się rozglądać po całym pokoju za miejscem do ucieczki lub schowania się.
Za nim się obejrzałam Jorge był już koło mnie. Nie miałam szans.
Jorge zaczął mnie łaskotać, a ja skuliłam się na podłodze.
-Przestań!- Zaczęłam krzyczeć przez śmiech.
 Szatyn trafił w mój słaby punkt. Mam potworne łaskotki.
 Poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Zaczęłam płakać ze śmiechu nadal turlając się po podłodze.
Jeśli on zaraz nie przestanie to ja chyba wybuchnę.
-Nadal się na mnie gniewasz?- Spytał się nie przestając mnie gilgotać.
-Nie wiem! Przestań – Krzyczałam i śmiałam się jednocześnie. – Dobra no! Koniec focha!- Już dłużej nie wytrzymam.  Usłyszeliśmy głośny dźwięk dzwonka do drzwi.
-Dzwonek cię uratował- Pogroził mi palcem po czym pomógł mi wstać.
Podeszłam do drzwi i je uchyliłam. Za nimi znajdował się tłum ludzi z mikrofonami kamerami i aparatami.
-Przepraszam! To chyba jakaś pomyłka!- Powiedziałam w miarę głośno, by przekrzyczeć ich wszystkich.
-Czy jesteś z Jorge? Co was łączy? Planujecie już ślub? Jesteś z nim w ciąży?- Zaczęli zadawać masę pytań, nie słyszałam dokładnie żadnego z nich.
-Tini wszystko okej?- Szatyn podszedł do drzwi i stanął za mną. Kiedy się pojawił reporterzy zrobili jeszcze większy szum i oślepił nas blask lamp błyskowych z aparatów.
-Mogą sobie państwo iść?!- Wydarł się Jorge, gdy zaczęli mu zadawać podobne pytania, co przed chwilą mi.  Szatyn zamknął im drzwi pod nosem i zakluczył zamek. Widać było, że jest wkurzony.
-I co teraz?- Spytałam się  patrząc mu prosto w oczy.
-Jesteśmy uwięzieni.- Zaśmiał się nerwowo- Oni potrafią siedzieć godzinami, by wyciągnąć jakieś informacje.- Usiadł na kanapie.
-Więc co robimy?- Poszłam w jego ślady.
-Czekamy.

***

Hym... Cześć. Nie jestem zadowolona z tego rozdziału.
Miał wyglądać zupełnie inaczej, ale wyszło jak wyszło i wygląda tak.
Nie wiem czy dobrze czy źle, ale na pewno nie jest on jednym z najlepszych.
Ale przecież raz jest lepiej a raz gorzej prawda?
Czy tylko ja już chcę WAKACJE?
Chodzimy parę tygodni do szkoły a ja czuję jakbyśmy chodzili jakieś pół roku... 

#SummerComeBack <3 :'( Summer time, crazy, lazy summer time...
Ach... A co do rozdziału to nie będę Wam go streszczać, bo macie go powyżej <33
Kochane moje słoneczka <33
Bardzo dziękuję za komentarze <3 i mam nadzieję, że będzie ich więcej <3
Więc proszę, każdy kto przeczytał niech zostawi chociaż kropkę <333
Dla was to tylko kropka, a dla mnie uśmiech na twarzy :333
Kocham Was <3
Do soboty <3
PS. Ostatnio miałam taki pomysł, żeby zorganizować konkurs na OS.. Ale nie wiem czy byliby jacyś chętni.. Napiszcie w komentarzu co o tym sądzicie.
PS2. Już nie długo 10 000 wyświetleń!! Jest ponad 8000 <33 Nie wierzę w to. Jak dobijecie do 10 000 to mam dla Was niespodziankę <333 Także powodzenia <333 XD


.
.
.
.
.
.
template by oreuis