środa, 12 sierpnia 2015

XIV rozdział - Ma prawo wiedzieć


                                                      Rozdział z dedykacją dla Patrycja Sumera <3

Kiedy podeszłam pod drzwi mojego domu, starłam z policzków resztę łez.
Mam nadzieję, że taty jeszcze nie będzie nie chcę żeby zobaczył mnie w tym stanie.
 Jak ja mogłam to zrobić? Chciałabym żeby to wszystko okazało się głupim snem, z którego się zaraz obudzę. Usiadłam na łóżku w swoim pokoju i zaczęłam analizować wszystkie wydarzenia z wczorajszego wieczora.
-Przyjaciele?- Pytam między pocałunkami.
-Myhym. Najlepsi. Nie zauważyłaś? - Odpowiada mi takim głosem, że gdybym stała, na pewno bym się przewróciła.
Łzy mimowolnie znowu zaczynają mi lecieć po policzkach.
Po domu rozniósł się głośny dźwięk dzwonka.
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki, by obmyć twarz zimną wodą żeby, chociaż trochę zakryć to, że płakałam. W natychmiastowym tępię poprawiłam swój makijaż, a dzwonek do drzwi nadal nie ustawał.
-Już idę! – Wydarłam się na cały głos.
Zeszłam po schodach i podbiegłam do drzwi.
-Cześć Tini!- Usłyszałam radosny głos Mechi, kiedy otworzyłam drzwi.
- Hej kochana- Starałam się wyglądać normalnie, ale Mechi to siostra Jorge i tak bardzo mi go przypomina. Ja już świruję…
-Co się stało?- Zapytała Mechi. Dlaczego one mnie tak dobrze znają?
-Nic wszystko dobrze- Uśmiechnęłam się sztucznie, a po chwili mój uśmiech przerodził się w grymas. Wtuliłam się w Mechi i zaczęłam płakać. Ona oddała mój uścisk.
Dlaczego to wszystko musi tak boleć? Przecież, co nam stoi na drodze?
On nie ma dziewczyny, a ja nie mam chłopaka. Więc dlaczego nie możemy być razem?
Bo jesteśmy przyjaciółmi.. Jakbyście byli przyjaciółmi to byście się nie przespali… A może boimy się zrobić pierwszy krok?
-Kochana chodź do pokoju i wszystko mi opowiesz.- Starłam łzy pomieszane z moim tuszem do rzęs i razem z Mercedes ruszyłam do mojego pokoju.
-Powiesz mi wreszcie, co się wydarzyło?- Zapytała troskliwym tonem, przerywając niezręczną ciszę i jednocześnie moje wpatrywanie się w ścianę. Powiedzieć jej to?
Nawet, jeśli to niby jak?
Nic się nie stało, tylko przespałam się po pijanemu z twoim bratem, a co u ciebie?
Zawsze to zabrzmi idiotycznie. Nie, muszę jej to wyznać.
Przecież ona jest moją przyjaciółką, ma prawo wiedzieć.
-Bo na tej imprezie… Wszyscy byliśmy mocno pijani.. I.. I ja tańczyłam z Jorge…
-Proszę cię, przejdź do konkretów.
-Przespałam się z nim- Zaczęłam szlochać, a Mechi od razu mnie przytuliła.
Jakie ja mam szczęście, że mam taką przyjaciółkę. - I ja z nim..
-Wiem- Przerywa mi- Nic nie musisz mówić.
-Co ja mam zrobić?- Pytam, kiedy już się uspokoiłam- Ja nie będę umiała mu spojrzeć w oczy.
-Proszę cię Tini.. Nie przejmuj się tym tak mocno.
-Ale jak ja mam się nie przejmować?
-Co innego możesz zrobić? Stało się i się nie odstanie.
-Wszystko zepsułam. Mogliśmy być dalej przyjaciółmi..
-Nie mów tak, mój brat też nie jest bez winy.- A może by wyjechać? Nie musiałabym się przed nim tłumaczyć- A ty naprawdę chcesz być jego przyjaciółką? – kładzie nacisk na ostatnie słowo.- A nie kimś więcej?- Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
-Ja.. Ja sama nie wiem, czego chcę. Czuję coś do niego, nie mogę temu zaprzeczyć, bo okłamałabym samą siebie. Jednak obiecaliśmy sobie, po naszym pocałunku, że będziemy tylko przyjaciółmi- Przerwałam i uświadomiłam sobie, jakie głupstwo palnęłam.
-Całowałaś się z nim?- Nic nie odpowiedziałam tylko kiwnęłam głową na tak. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech, kiedy przypomniałam sobie wydarzenia z tamtego wieczoru.
Mechi posłała mi chytre spojrzenie, a ja zmroziłam ją wzrokiem.- Chciałam ci tylko powiedzieć żebyś to sobie wszystko przemyślała. Jorge cały czas o tobie nadaje, pyta się o ciebie. On dla ciebie zorganizował całą tą osiemnastkę, wszystkich zmobilizował i sam wymyślił dekoracje. – Moje oczy wyskoczyły z orbit, a na moje policzki wkradł się jasno czerwony kolor.- Masz czas na przemyślenia do następnego tygodnia. Wtedy wraca z powrotem do Buenos Aires.-Posłałam jej pytające spojrzenie. Jak to wraca?
To gdzie on teraz jest?- Zapomniałaś? Dzisiaj wyjechał na obrzeża miasta nagrywać płytę z Gery.
-Racja całkowicie o tym zapomniałam. Wiesz Gery jakoś mało mnie już obchodzi. I tak w ogóle.. – Nie zdążyłam dokończyć mojej wypowiedzi, ponieważ przerwał mi telefon mojej przyjaciółki.
-Tini, przepraszam cię, ale muszę już iść. Umówiłam się z mamą, że pójdę na z nią cmentarz na grób taty. 
-Dobrze nie ma sprawy.
-Na pewno mogę iść? Trzymasz się jakoś?
-Tak, jest już o wiele lepiej. Dzięki- Posłałam, jej lekki uśmiech i przytuliłam ją.
~~~
♦☺☺☺~~~
Dzwonek rozlega się niemiłosiernym hałasem po całym domu.
Strasznie tu cicho i pusto, dlatego ten dźwięk jeszcze silniej dochodzi do moich uszu.
Przerywając oglądanie mojego ulubionego serialu, bez pośpiechu kieruję się w stronę mahoniowych drzwi. Przez chwilę mocuję się z zamkiem i kiedy uchylam drzwi moje zdziwienie nie ma granic i pewnie moja mina też je okazuje.
Ta osoba stojąca za drzwiami domu, była ostatnią osobą, którą bym się tutaj spodziewała.

***

Rozdział miał się dzisiaj nie pojawić, ale jak widzicie jest!
Brawa dla mnie XD  Poznajcie moją dobroć XD
A co w rozdziale?
Tini ma załamkę. ;)
Jej BFF ją pociesza i chyba udało się Mechi poprawić nastrój Tinicie.
Może Tini zdecyduje się wyjechać z BA żeby unikać Jorge?
Albo może też o wszystkim zapomną i nadal będą przyjaciółmi?
Możliwe, że uświadomią sobie po tym wszystkim, że się kochają?
Zgadujcie. Ja milczę XD
Kim jest osoba, która przerwała Tini oglądanie serialu ? xD
Czy wyniknie kłótnia z niezapowiedzianej wizyty Ktosia?
Lub Ktosiów XD Dobra trochę namieszałam. :3
Jeśli chcecie się dowiedzieć, co się stanie musicie poczekać na next <33
Pozdrawiam Was skarbeńki!
Ps. Kto idzie ze mną do lodówki?? XDD Za gorąco jak dla mnie :))
Ps 2. Nie wiem, czy w sobotę pojawi się rozdział. <33 Wybaczcie <3

sobota, 8 sierpnia 2015

XIII rozdział - To naprawdę ty?!


                                                             
                                   Rozdział dedykuję Leonetta Jortini <3

Kiedy Jorge ściągnął z moich oczu przepaskę, zobaczyłam ciemność.

Jednak po chwili zabłysło światło i wszyscy zaczęli krzyczeć: „Niespodzianka”.
 Zaczęła grać głośna muzyka i moi przyjaciele podbiegli do mnie, a ja nadal stałam w osłupieniu.
 Nie mogłam w to uwierzyć, że oni to wszystko zrobili dla mnie.
Na ścianach wisiały wszystkie nasze zdjęcia, z sufitu zwisały serpentyny i girlandy, a na samym środku klubu wisiał transparent. Wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Przekąski-których i tak nie będę jadła-, dekoracje, przyjaciele... Po prostu wszystko.
Lepszych urodzin nie mogłam sobie wymarzyć.
Goście zaczęli mi składać życzenia i obdarowywać prezentami.
Kiedy podszedł do mnie, wysoki szatyn z brązowymi oczami, zaczęłam piszczeć i od razu rzuciłam mu się na szyje. Nie wierzę! On przyjechał! Specjalnie do mnie! Na moje urodzin!
 Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
-Ruggero! Nie wierzę! To naprawdę ty?!
-Wszystkiego najlepszego miśka!- Złożył mi przez śmiech życzenia.
Wszyscy patrzyli na nas jak na dziwolągów. Jakbyśmy spadli z nieba im przed nosy.
 Ja nadal nie wierzę, że on przyjechał na moje osiemnaste urodziny, aż z Włoch. On jest cudowny. 
~~~♦☺☺☺~~~
Impreza rozkręciła się na dobre. Wszyscy tańczą, śpiewają jednym słowem bawią się wyśmienicie.
-I jak podoba ci się?- Szatyn stara się przekrzyczeć głośną muzykę.
-Tak jest wspaniale. Nie wierzę, że zrobiliście to wszystko dla mnie. Mam najlepszych przyjaciół- Opowiadam równie głośno.
-Nie mówiłaś, że masz chłopaka- Uśmiecha się do mnie Jorge.
-Co nie rozumiem?
-No ten.. jak mu tam… ten z Włoch… Rumierro?
-Ruggero- Odpowiadam przez śmiech. -Rugg nie jest moim chłopakiem. On jest moim kuzynem- No nie powiem mina Jorga jest po prostu bezcenna.
-Sorki, wiesz.. Bo wy tak.. się… i ja.. – Widać, że nie ma pojęcia, co mi odpowiedzieć.
-Spoko. Wiem, że to mogło dziwnie wyglądać, ale my mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. A teraz chodź tańczyć.- Ciągnę go za rękę w stronę parkietu.
Wiem, że już to mówiłam, ale naprawdę lepszych urodzin nie mogłam sobie wymarzyć.
Wszyscy świrują na parkiecie, krzyczą, jak to ludzie w naszym wieku.
To się nie pojmuje w głowie, jak taka mała grupka przyjaciół może robić taki hałas. Jest nas przecież nieco ponad dziesięć osób, tylko najbliżsi przyjaciele, a hałas jakby nas była ponad stówa. 
Wszyscy jesteśmy już nie źle podpici. Oczywiście tak jak na osiemnastkowy obowiązek przystało.
Widzę, już potrójnie, nogi ledwo trzymają się ziemi, moje usta plecom głupoty, a mózg jest nie obecny. Dostrzegam przez mgłę moich przyjaciół: Cande obściskuje się z Samu w kącie, Lodo pije kolejnego drinka, a Rugg tańczy z Mechi zresztą tak, jak przez całą imprezę. Reszty nie rozpoznaje.
 Czuję jak ktoś mnie obejmuje w tali. Wzdrygam się z przestraszenia, jednak po chwili do moich uszu dociera jego głos:
-Zatańczy solenizantka?- Jorge też jest już pijany, zresztą jak wszyscy.
Nic nie odpowiadam na jego pytanie, tylko ciągnę go na parkiet za kołnierzyk od jego koszuli w czerwono-zieloną kratkę.  Ten taniec to chyba nie był dobry pomysł.
Plątają mi się nogi i co chwile gadam jakieś bzdury do Jorga.
Robię z siebie pośmiewisko, ale jest szansa, że nie będzie tego pamiętał.
Poczułam jak szatyn przyciąga mnie do siebie i zbliża swoją twarz do mojej.
Po chwili czuję jego wargi na swoich. Naprawdę nie wiem jak to się stało, jednak mój mózg przesyłał złe dane do mojego ciała. Jak ja uwielbiam go całować mogłabym tak cały czas. Super, nawet moje myśli mi się mylą. Całujemy się cały czas, ja mam swoje ręce zarzucone na jego szyję, a on swoje dłonie trzyma na moich pośladkach, które co chwile ściska. Nie myślę teraz, jakie to będzie miało konsekwencje, jak to się skończy, liczymy się tylko my. Jorge bierze mnie na ręce i nie przestając mnie całować, zaczyna kierować się na górne piętro klubu, gdzie znajdują się pokoje hotelowe.
-Przyjaciele?- Pytam między pocałunkami.
-Myhym. Najlepsi. Nie zauważyłaś? - Odpowiada mi takim głosem, że gdybym stała, na pewno bym się przewróciła.
Jorge otwiera drzwi do pokoju i przyciska mnie do ściany oraz napiera swoim ciałem na moje.
Nie mam bladego pojęcia, co my wyprawiamy! To nie powinno się tak skończyć.
To nawet nie powinno się zacząć. Ale ja nie mogę przestać i chyba nawet nie chcę.
Jest mi cholernie dobrze. Uhh… Kłócę się sama ze sobą.
Następnie pamiętam tylko ból i rozkosz. Nic więcej.
~~~
♦☺☺☺~~~
Obudziły mnie promienie słońca, które bezprawnie przedostały się przez zasłonięte rolety.
 Poczułam ogromny ból w skroniach- kac. Muszę wziąć jakieś tabletki.
Przeciągnęłam się, jednak moja ręka dotknęła czegoś ciepłego.
Otworzyłam oczy i od razu źrenice powiększyły mi się do maksimum.
Kurwa Martina coś ty zrobiła?.
Zaczęłam na siebie przeklinać w myślach.
Bo nie ma to jak stracić dziewictwo po pijanemu! Jednym plusem jest to, że straciłam je z Jorge.. Co!? NIE! Nie ma żadnych plusów! Poczułam jak łzy zaczęły zbierać mi się pod powiekami.
W pośpiechu i ze drżącymi rękami zaczęłam zbierać moje ubrania z podłogi i jak najszybciej się w nie ubrałam. Nie obchodziło mnie nic, ważne było dla mnie tylko to, żeby nie obudzić Jorge.
Proszę niech on niczego nie pamięta…
Wybiegłam z klubu, teraz już moje łzy zaczęły wodospadem spływać po moich różowych policzkach.
 Co ja zrobiłam? Jak to się stało? Jak do tego doszło? Mogłam tyle nie pić.
Przespałam się z moim przyjacielem i straciłam z nim dziewictwo po pijanemu.
Tylko te myśli chodziły mi cały czas po głowie.

***

Czy tylko ja mam ochotę schować się w lodówce i  z niej nie wychodzić?? XDD
Zdecydowanie ZA GORĄCO.
Nie podoba mi się ten rozdział. Spieprzyłam urodziny Tini :\
Wielka niespodzianka dla Tinity.
Przyjeżdża jej kuzynek Rugg XD
Oraz Tinita i Horhan ;\

Nic fajnego mi nie wyszło miałam na to inny pomysł, ale cóż.
Liczba wyświetleń spadła i komentarze zresztą też.
Troszeczkę mnie to smuci, ale mam nadzieję, że to się poprawi <33
Pozdrawiam was słoneczka <3


środa, 5 sierpnia 2015

XII rozdział - Przelecimy się nam miastem.


                                               Rozdział dedykuję Dorota Kudzia ;***

Obudziły mnie promienie słońca przebijające przez firanę. Przeniosłam się do pozycji siedzącej przeciągnęłam się i przetarłam oczy.
Przy moim łóżku zobaczyłam jedną czerwoną róże.
Nie rozumiałam, o co chodzi i skąd ona się tu wzięła.
Przeniosłam wzrok na dywanik koło mojego łóżka i tam również leżała róża o tym samym kolorze. Wzięłam oby dwie do ręki i spostrzegłam, że od mojego łóżka aż do drzwi mojego pokoju ciągnie się dróżka z róż. Pozbierałam wszystkie i otworzyłam drzwi . Ujrzałam, że kwiaty są również na schodach i drodze do kuchni. Nie mogłam w to uwierzyć. Kto to wszystko dla mnie wymyślił??
Niepewnie schodziłam na dół, zatrzymując się na każdym schodzie, by podnieść różę.
Schodząc z ostatniego stopnia, poczułam piękny zapach.
Kiedy przekroczyłam próg kuchni, stanęłam jak słup soli.
Nie mogłam uwierzyć, kto stoi przy ekspresie do kawy. To był Jorge.
To on to wszystko dla mnie zaplanował..
Ja nie wierzyłam własnym oczom! A co jeśli to jest tylko sen i zaraz się obudzę?
-Oo.. Wstała śpiąca królewna- Uśmiechnął się do mnie i ucałował mój policzek- Najlepszego!
Po chwili zaczął śpiewać mi „Sto Lat”.
-Na prezent będziesz musiała poczekać, a teraz zjedz śniadanie.- Posłał mi uśmiech i wziął ode mnie bukiet i włożył go do wazonu z wodą. Położył przede mną, na blacie, talerzyk z naleśnikami.
O Jezu, ale tego dużo. Nie dam rady tego wszystkiego zjeść! Chyba prędzej pęknę.
Na pięć naleśników zjadłam tylko, albo aż, dwa. Resztę wyrzuciłam do kosza.
Wiem, że źle robię, ale nie chcę żeby Jorge się smucił.
Ale obiecuję, że dam je kotu sąsiadki, żeby się do końca nie zmarnowały.
-Już zjadłaś?- Zapytał z uśmiechem.
-Tak, wszyściutkie!- Źle się czuję, że go okłamuję, ale moja figura i samopoczucie jest ważniejsze. Ta.. Właśnie sobie uświadomiłam, jaka jestem pusta… Gubię się już w tym wszystkim.. –Jorge, ja naprawdę ci za to wszystko strasznie dziękuję. Te róże, śniadanie.. Musiałeś się strasznie namęczyć przy tym wszystkim..
-Przestań! – Przerwał mi moją wypowiedź- To dla mnie przyjemność. A poza tym 18. urodziny ma się tylko raz w życiu. To idź się ubrać a później zabieram cię w pewne miejsce.- uśmiechnął się do mnie tajemniczo. Wykonałam jego prośbę i pobiegłam na górę do mojego pokoju.
 Wybrałam moją najnowszą sukienkę w groszki, a swoje włosy związałam w luźnego warkocza.
Po tym jak nałożyłam na swoją twarz lekki makijaż, zeszłam do Jorga na dół.
 Przewiązał mi oczy czarną opaską, żebym nic nie widziała. Nie protestowałam. Lubię niespodzianki.
- Jorgeee, ja nic nie widzę- Zaczęłam zrzędzić już po 20 minutach drogi- A co jeśli się potknę?
- To cię złapie- Odpowiedział, śmiejący się Jorge.
-Kiedy będziemy na miejscu??
-Jeszcze trochę- Ja naprawdę nie wiem jak on ze mną wytrzymuje.. 
- A teraz ? – Spytałam po chwili.
-Tini…. Bo zaraz zamiast oczu, to ci usta zawiążę- Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili Jorge się zatrzymał i zdjął mi czarną opaskę z oczu. Otworzyłam je i szybko zamknęłam, ponieważ nie były one przyzwyczajone do światła.
 Moje gałki oczne wyleciały z orbity, kiedy zobaczyłam to, co stało przede mną! To był helikopter!
-To, co? Lecimy?- Zapytał się szatyn, przerywając moje wpatrywanie się w obiekt przede mną.
-Ale .. Ja tym mam lecieć?? A pilot ? A co jeśli to spadnie? – Zamęczałam Jorge pytaniami.
-Nic się nie stanie- Uśmiechnął się- Ja zrobiłem kurs, więc nic się nie przejmuj!- Nie miałam nic do gadania, bo po chwili zielonooki chwycił mnie w swoje ramiona.
Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć żeby mnie puści.
-Ej, ej nie tak ostro do twojego pilota. Nie bój się. Tylko przelecimy się nam miastem!- Palnął Jorge, a ja zaczęłam się śmiać nieopanowanym śmiechem.- Aj Tini.. O czym ty myślisz?- po czym on też dołączył się do mnie. Te skojarzenia… Nim się obejrzałam, znajdowałam się w kabinie helikoptera.
 Jorge powoli wystartował. Nie mam bladego pojęcia, jak on może wiedzieć, który guzik nacisnąć, przecież ich jest tu mnóstwo! Trochę się boję, pierwszy raz lecę helikopterem i to jeszcze z mało doświadczonym pilotem…
-Jorge.. Ty na pewno wiesz jak się lata tym czymś?
-Ej wiesz, nie. Pierwszy raz siedzę za sterami helikoptera i tak poza tym ukradłem go z lotniska.- Nabijał się ze mnie Jorge.- Tini.. To jest mój prywatny helikopter, więc chyba wiem jak się nim lata.
No racja… Przecież on jest gwiazdą.. Czasem o tym zapominam.
Widoki są przepiękne. Nie.. ja nie mówię o widokach za oknem.. Ja mówię o tym, że Jorge siedzi jakieś parę centymetrów ode mnie a ja mogę spokojnie podziwiać jego szmaragdowe oczy, kasztanowe włosy, które najchętniej rozmierzwiłabym swoimi palcami… NIE!
Przepiękne są widoki z lotu ptaka, który teraz mogę podziwiać a ja głupia skupiam się na szatynie.
 Naprawdę Buenos Aires z góry wygląda cudownie. Ale Jorge jeszcze ładniej.
Moja durnowata podświadomość doprowadza mnie do szału!
Może od tego, że od dwóch dni żyję na wodzie i chlebie z masłem moja podświadomość świruje ?
A może od tego, że jesteś zakochana w szatynie, który siedzi obok ciebie? Uhh.
-Podoba ci się?- Przerywa moje przemyślenia- Jesteś jakaś mało mówna.
-Tak. Te widoki są piękne. Naprawę, nie wierzę, że ty to dla mnie wszystko zaplanowałeś.
-Nie ma sprawy jesteśmy przyjaciółmi. Dla ciebie wszystko.- Uśmiechnęłam się, ale to był sztuczny uśmiech.. Jesteśmy przyjaciółmi.. No tak, przecież jesteśmy, więc dlaczego mnie to tak mocno zabolało??
~~~
♦☺☺☺~~~
Nad miastem lataliśmy jeszcze 2 godziny. Jest, co podziwiać.
 Nigdy nie sądziłam, że Buenos Aires jest takie cudowne z góry. Wszystkie budynki, ulice, dzielnice, aleje, ludzie wszystko było takie małe. To wspaniałe doświadczenie latać wśród chmur.
-Znowu mi zawiązujesz oczy?- Spytałam przez śmiech, kiedy stanęliśmy już na ziemi.
Normalnie, wkurzyłabym się na kogoś innego, że już drugi raz przewiązuje mi oczy jakąś cholerną przepaską, ale, na Jorge nie potrafię być wściekła.. Miałaś się w nim odkochać a ty jeszcze bardziej na niego lecisz…
-Tak to dopiero początek niespodzianek.- Odpowiedział mi szatyn na moje pytanie.
 Jorge trzymał moją rękę i prowadził mnie nie wiadomo gdzie i nie wiadomo, dokąd.
Sama się sobie dziwię, że mu na to pozwalam. Inną osobę wyzwałabym od nienormalnych za to, że zawiązuje mi oczy czarną szmatą i prowadzi mnie w nieznane, narażając mnie na przewrócenie.
Jesteś w nim zakochana, więc to chyba jasne, że mu ufasz..
Moja podświadomość, jak zawsze obudzi się w nieodpowiednim momencie.

***

Oddaje w Wasze ręce kolejny rozdział.
Przepraszam, że dopiero teraz pod wieczór, ale ja byłam święcie przekonana, że dzisiaj jest wtorek!
Jak są wakacje to dla mnie cały czas jest sobota. xD
Mamy urodziny Tini.
Postanowiłam, rozdzielić jej osiemnastkę na dwa rozdziały.
Jakiś taki dłuższy mi wyszedł.
Teraz rozdziały będą mniej więcej takiej długości.
Może nie wszystkie, ale będę się starać.
To chyba wszystko.
Czy u Was też jest tak strasznie gorąco?!
Czuję się jak w piekarniku.XD
Zapraszam was do komentowania.
Nie wiem, czy w sobotę pojawi się rozdział.
Jednak zrobię wszystko żeby był.
Pozdrawiam słoneczka <33 Buziaki <33



sobota, 1 sierpnia 2015

XI rozdział - Lody czekoladowe



                                                  Rozdział z dedykacją dla Violetta Cast ;3 

-Zabiłeś je??-Powiedziałam szeptem, jakbym bała się prawdy. Bo tak było.
-Co?! Nie córcia! Przestań! One już tutaj nie mieszkają. Przecież bym ich nie zabił- odpowiedział z bladym uśmiechem, a mi ulżyło.
Jak mogłam pomyśleć, że mój tata kogoś zabił? Jestem idiotką.
-Ale jak to? Zerwaliście z Priscillą?- Nie spodziewałam się tego.
-Tak. My już nie jesteśmy razem. W ostatnim czasie, w moim życiu wydarzyło się coś ważnego.
-Możesz trochę prościej? Nie rozumiem nic.-Gestykulowałam rękami.
-Dowiesz się, ale jeszcze nie teraz.- Zaczynam się denerwować.Milion pytań krąży po mojej głowie a mi nikt nie chce na nie odpowiedzieć.- Idź spać kochanie, późno już.- Pocałował mnie w czoło a ja poszłam do swojego królestwa. Naprawdę zaczynam się niepokoić. O co może mu chodzić?
   ~~~♦☺☺☺~~~
To już jutro! Już jutro są moje urodziny!
Jak ja się strasznie cieszę. Nareszcie ta jedyna 18.!
Ciekawe co planują przyjaciele? A może zapomnieli o mnie i moich urodzinach?
Nie, Martina trzeba być dobrej myśli. Kiedy weszłam do salonu oniemiałam.
Tata z walizkami stający pod drzwiami ?
-Córeczko- Zaczął tata- Ja wiem, że jutro są twoje urodziny i to 18., ale ja muszę wyjechać to sprawa niecierpiąca zwłoki. Od tego zależy nasze przyszłe życie.- Nie wierzę jak on chce mnie zostawić? I to jeszcze jutro mam 18!
-Ale tato..
-Przepraszam . Kocham cię. Zrobię wszystko żeby wrócić jutro, ale wątpię.- To musi być naprawdę ważna rzecz. Nie mogę zrobić mu afery widać, że i tak jest przybity.
-Dobrze kocham cię.- pożegnałam się z nim a on pocałował mnie w czoło.
No to chata wolna… Poszłam do kuchni i otwarłam lodówkę. Jak zwykle nic nie ma..
Wypadałoby się przejść na zakupy.. Niee, jednak moje lenistwo zwycięży.
Zadzwoniłabym do Lodo, ale one pewnie jest zajęta.
Cande? Cande, podejrzewam, że jest na randce z Samuelem. Nareszcie przejrzała na oczy, że go kocha. Szybko ich zeswatałyśmy. Nawet łatwo poszło.
Fajna z nich para. Samu nie widzi świata poza nią… Już wiem do kogo zadzwonię!
-Cześć Mechi- Powitałam radośnie przyjaciółkę- Masz ochotę na zakupy?
-Hej! Wiesz, że ja shoppingu nie odmówię. To.. za dwadzieścia minut będziemy z Jorge pod twoim domem.
-Jak to z Jorge? On też chce na zakupy?- Oby dwie się zaśmiałyśmy
-Nie! Ale przecież musi nas ktoś zawieść a tylko on ma prawko.
-Racja, ja to czasem nie myślę …  
~~~♦☺☺☺~~~
Ubrana w pistacjową sukienkę z dłuższym tyłem, czekam w salonie, siedząc na kanapie, na Mechi i jej brata. Po chwili słyszę pukanie. Wyłączam telewizor i podchodzę do drzwi, w których zastaję, jak zwykle ubraną w sukienkę od Channel, Mechi.
Witamy się całusem w policzek, po czym zakluczam mahoniowe drzwi i razem z blondynką udajemy się do samochodu jej brata. Ona siada z przodu a ja zajmuję miejsce z tyłu.
Jorge odpala silnik i ruszamy w stronę galerii handlowej. W radiu zaczyna lecieć piosenka „Happy” a ja wystukuję palcami jej rytm. Nim się obejrzałam byliśmy już na miejscu.
Jorge zaparkował na podziemnym parkingu, wyszedł z auta i otworzył nam drzwi. Najpierw mi, potem Mechi.
-Dobra… to ja idę załatwiać swoje sprawy, a wy swoje- Zaczął Jorge- I za 2 godziny się tutaj spotykamy.
-Co?!- Krzyknęłyśmy razem z Mechi i wytrzeszczyłyśmy oczy- 2 godziny?! Na zakupy!?
-Dobra będę za 4 godziny, ale już się tak nie drzyjcie- Powiedział teatralnie przewracając oczami.
Uśmiechnął się do nas i odszedł w swoją stronę.
Razem z blondynką jak oszalałe popędziłyśmy w stronę ruchomych schodów, które prowadzą na pierwsze piętro, gdzie znajdują się sklepy.
Na sam początek odwiedziłyśmy Gucci. Po zakupowym szaleństwie, postanowiłyśmy iść na kawę do Starbucksa.
-Tini - Powiedziała Mechi, kiedy już złożyłyśmy zamówienie- Ja wiem.. co ty czujesz do mojego brata.- Nie powiem zszokowało mnie.
Pewnie moja mina była bezcenna. Czy to aż tak mocno widać?
-Mechi, ..Ja.. Ja nie wiem..
-Czego? Widać, że on ci się podoba..- W tym momencie przyszedł kelner i podał nam zamówione napoję, Mechi kawę, a mi wodę. Kawa ma za dużo kalorii.. a jeszcze z bitą śmietaną… Ale wracając:
-Ja się boję. Gdzie ja, a gdzie on? On jest gwiazdą. A poza tym on nic do mnie nie czuje…- Ostatnie zdanie powiedziałam szeptem, jednak Mechi usłyszała.
-On cały czas o tobie nadaje.. Bo Tini to.. Bo Tini tamto. Działaj dziewczyno!- Może Mechi ma racje?? Może powinnam coś zrobić? Przecież on zerwał ze Stephie…
Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy zadzwonił telefon Mercedes. To był Jorge, czekał już na nas na parkingu. Zapłaciłyśmy za napoję i poszłyśmy w stronę parkingu.
~~~♦☺☺☺~~~
Siedzę na kanapie wcinając lody czekoladowe i analizuję to, co powiedziała Mechi. Może ona ma racje?
Ale to wszystko nie jest w moim stylu… Z drugiej strony jest 21 a ja siedzę w domu oglądając jakąś durną komedie i opychając się lodami. W moim wieku wszyscy szaleją na dyskotekach.
Chyba powinnam przestać czekać aż książę na białym koniu sam przyjedzie, tylko go poszukać…

***

Sialalala Yehee Yehee Uuuooo ....
I jest już 11 rozdział <33
Jak ten czas szybko zleciał.
A niedawno dodawałam pierwszy :')
German jednak nie zabił swojej narzeczonej XD
Niestety albo stety nie było zabójstwa XD
Mechi i Tini mają wypad na zakupy.
Mechi udziela rad Tince, że ma walczyć o Horhana XD
Mało Jortini, mało Jortini....
W następnych rozdziałach będzie jej więcej i zdradzę, że wiele się wydarzy....
Tini ma nie długo 18!
Na tej bibie będzie się działo obiecuję XD
Także to chyba wszystko <3
Komentujcie kochane słoneczka <3
.
.
.
.
.
.
template by oreuis