sobota, 17 września 2016

03 - Zapach wodospadu.


                                                                           Rozdział z dedykacją dla Dorota Kudzia.


                                                                                         Nieważne jak daleko jesteś 
                                                                                               od ukochanej osoby. 
                                                                                              Ona zawsze spogląda
                                                                                           na ten sam księżyc co ty. 
                     
O wiele za duża, biała, przyozdobiona abstrakcyjnymi plamami z farby koszula, okrywała moje ciało aż do połowy ud.  Jej odpięte od góry guziki ukazywały mój czarny stanik, znajdujący się pod spodem.
Pognieciony materiał i podwinięte mankiety nie prezentowały się najlepiej, ale idealnie pasowały do moich rozmierzwionych włosów, które układały się w niechlujny warkocz, opadający mi na plecy.
Kolejny raz pędzel powędrował w stronę sztalugi, jednak ponownie moja ręka znieruchomiała tuż przy materiale płótna. Z moich płuc wydobyło się głośne westchnięcie.
 Choć tak bardzo chciałam wreszcie wypuścić z dłoni sznurki, do których była przywiązana moja dusza, nie potrafiłam tego zrobić. Cały czas trzymałam się schematu, wpatrywałam się w jeden szary punkt, nie potrafiąc dostrzec kolorów wokół niego.
Patrzyłam powierzchownie na taflę wody nie dostrzegając odbicia na niej, tylko ciągle wypatrując tego, co znajduje się w jej głębi.
A świadomość, że muszę namalować ten obraz pod presją, a nie dla własnej przyjemności i wyżycia artystycznego wcale mi niczego nie ułatwia. Nienawidzę malować na zamówienie.
Ponownie pędzel umazany w błękitną farbę odbył tą samą drogę, tym razem lądując na płótnie i zostawiając za sobą małą, nic nieznaczącą plamę w odcieniach nieba.
Rzuciłam ze wściekłością paletę, na której były pomieszane różne odcienie kolorów, a ona bezpiecznie wylądowała na podłodze.
Teraz już wiadomo skąd biorą się te wszystkie plamy farb na moim dywanie.
Moim ciałem szarpały przeróżne emocje, jednak największy mętlik znajdował się w umyśle.
Ze świstem zaciągnęłam się powietrzem, a do moich neuronów natychmiastowo doszedł zapach wodospadu. Przynajmniej tak twierdzi producent odświeżacza, który znajduje się na parapecie.
Ze spokojem podniosłam wcześniej rzucony przedmiot i odsunęłam się parę kroków od sztalugi.
Delikatnie przymrużyłam powieki, głęboko oddychając.
Gwałtownie otworzyłam swoje oczy, poddając je na rażące światło, które przebijało przez nieprzymknięte rolety.
Podciągnęłam rękawy od koszuli, by nie opadały mi na dłonie.  Po chwili pędzel, który wcześniej był rzucony na biurko, znajdował się w moich palcach i energicznie muskał płótno pozostawiając na nim smugi w kolorze błękitu.
Nim się obejrzałam nic nieznaczące plamy i kreski, zaczęły przybierać zamierzone kształty.
Abstrakcyjne wzory zaczęły przypominać kontury twarzy, a na środku widniały dwie ogromne plamy, które jako jedyne wyróżniały się kolorem czarnym.
Gdy delikatne włosie pędzla ostatni raz dotknęło materiału, rozprostowałam swoje dłonie powodując lekkie strzykanie kości.  Odłożyłam wszystkie przedmioty trzymane w moich rękach na biurko, a ściany mojego małego pokoju aż zatrzęsły się od energicznego trzaśnięcia drzwiami, które kolejny raz pogłębiły dziurę w tynku. Zacisnęłam swoje pięści, wrzynając w skórę paznokcie.
-Nie trzaskaj.
Wysyczałam przez zaciśnięte zęby, które lekko zgrzytały pod wpływem nacisku.
Blondynka wywróciła oczami i usiadła na moim łóżku i opatuliła swoje ciało kocem, który leżał na fotelu obok.  Dziewczyna oparła głowę o dłonie i głośno westchnęła, zwracając na siebie uwagę.
-Zły dzień?
Szepnęłam, nie spuszczając wzroku ze świeżo namalowanego obrazu. 
Wzięłam z biurka wszystkie pędzle i zaczęłam je wycierać chusteczką higieniczną.
-Pada deszcz, mam zaległy projekt, nie poszłam na jakieś trzy wykłady i na dodatek mam okres.
Ludmiła zakryła swoje blond włosy kocem w bożonarodzeniowe wzroki, który cały rok zajmował swoje stałe miejsce w moim pokoju.
-Staraj się myśleć o pozytywach
Nadal nie przeniosłam wzroku na Ludmiłę i zawzięcie wyciskałam resztki farb z włosków pędzelka do chusteczki.
-Niby jakich?
Blondynka zaczęła się bawić niesfornym kosmykiem opadającym jej na policzek.
Posłałam jej delikatny uśmiech i przeniosłam na nią swoje spojrzenie.
Odłożyłam pędzle i podeszłam do mojego łóżka, na którym leżała Ludmiła.
Usiadłam na krawędzi i delikatnie zsunęłam ze swoich nóg podniszczone trampki, które wcale już nie przypominały koloru białego. Ułożyłam swoją głowę na poduszce i delikatnie przytuliłam się do dziewczyny leżącej obok, obejmując ją w pasie.
-Jestem tu z tobą, to nie jest wystarczający pozytyw?
Poczułam jak przepona Ludmiły znajdująca się pod moją ręką, unosi się i opada, gdy blondynka zaczyna się śmiać. Odgarnęłam jej włosy, który opadły mi na moją twarz i ułożyłam swoją głowę na oparciu łóżka.
-Ładny ten obraz namalowałaś.
 Dziewczyna uniosła głowę z poduszki i obrzuciła spojrzeniem sztalugę stojącą w kącie pokoju, tylną nogą opierającą się o ścianę. 
Głośno westchnęłam i spuszczając wzrok zaczęłam skubać odpryśnięty limonkowy lakier na paznokciach.
-Namalowałam, go bo Sally go potrzebuje.
-Po co jej twój obraz?
Ludmiła uniosła do góry brew i zabawnie wykrzywiła górną wargę, w efekcie robiąc charakterystyczną dla niej minę.  
-Zgłosiła się na konkurs by dostać stypendium.
Mój wzrok bezwładnie powędrował w stronę moich splecionych ze sobą dłoni, a z ust samoistnie wydostało się westchnięcie.  Blondynka spojrzała na mnie przeszywającym wzrokiem, a gdy jej dłoń wylądowała na moim ramieniu, po całym moim ciele przeszedł elektryzujący dreszcz.
-Wiesz, że zawsze możecie liczyć na mnie?
Nadal nie patrząc w jej oczy pokiwałam niepewnie głową, a moje włosy opadły na moją twarz, doszczętnie zakrywając mi policzki.
-Nie przejmuj się, mamy pieniądze, nie głodujemy.
Z moich ust, które ułożyły się w niewidoczny uśmiech, wydostał się szept, który bardziej przypominał ciszę.  Ludmiła głośno westchnęła i pokręciła głową, jednocześnie wprawiając tym swoje złote loki w ruch. 
-A co z waszą mamą?
Głos blondynki przedarł ciszę między nami i rozszedł się echem po całym moim pokoju obijając się o jego ściany. Gdy poczułam jak moja dolna szczęka zaczyna drgać, mocno przygryzłam wargę zębami, jednak szybko ją puściłam, bo w ustach zagościł metaliczny smak krwi.
Zaciągnęłam się głośno powietrzem i w tej samej chwili doszedł do mnie zagłuszony przez ściany dzwonek do drzwi. Ludmiła posłała mi lekki uśmiech i kiwnęła głową w stronę drzwi.
Przeczesałam dłonią swoje włosy i zapięłam rozpięte u góry guziki od koszuli.
Zsunęłam swoje nogi i usiadłam na skraju łóżka.
Powolnie założyłam na swoje stopy trampki, jednak nie chciało mi się ich wiązać więc wstałam i ruszyłam na dół, przydeptując tylną część butów.
Stawiałam ostrożne kroki , na każdym stopniu schodów dostawiając jedną nogę do drugiej, by nie wywrócić się przez niezawiązane sznurówki.
Stanęłam przed drzwiami, a dźwięk dzwonka ponownie rozproszył się w moich uszach.
Parę razy przekręciłam klucz w zamku, a drzwi nawet bez naciskania klamki samoistnie się otworzyły.
Gdy zza drewnianej konstrukcji ukazała się znajoma twarz, wszystkie moje włoski na rękach zesztywniały, a  na ciele pojawiła się gęsia skórka .

***

Hej kochani.
Jestem dzisiaj tak wykończona że nawet nie mam siły pisać tej notatki.
Więc krótki i zwięźle.
Początek rozdziału za bardzo mi nie przypadł a od połowy jest nawet okej.
Wiem że długo czekaliście na ten rozdział i mam nadzieję że opłacało się czekać.
Moje problemy z pisaniem po prostu mnie wykańczą. Jak mam wene to nie mam czasu  (zwalam wszystko na szkołę i moich przekochanych nauczycieli którzy sprawiają że muszę się uczuć 24 na dobę) .
Dopisuje do rozdziału po jednym zdaniu a potem i tak zmazuje.
Buźka!  Do następnego rozdziału, na który nam nadzieję nie będziecie musieli czekać tak długo.

sobota, 27 sierpnia 2016

02 - Wszelkie odcienie szarości


                                                                            Rozdział z dedykacją dla Vicky

 
                                                                    Wolę leżeć na ziemi i patrzeć na gwiazdy,
                                                                              niż próbować do nich dotrzeć
                                                                       mając niewielką szansę, że mi się uda. 

                                                           
Głęboko zaciągnęłam się powietrzem, a na mojej twarzy zagościł spory grymas.
Zniesmaczona zapachem tytoniu szybko pozbyłam się zanieczyszczonego tlenu z płuc.
-Możesz przy mnie nie palić?
Powiedziałam spokojnym głosem mimo tego, że krew buzowała mi żyłach.
James zerknął na mnie kątem oka i w tym samym czasie wydmuchnął ze swoich płuc biały dym.
Objął mnie ramieniem i na znaczą odległość odsunął od nas papierosa.
-Skarbie. Przecież to nic takiego.
James przewrócił oczami i poprawił kołnierz od swojej czarnej, skórzanej kurtki.
-Nie dość, że trujesz siebie, to na dodatek jeszcze mnie.
Posłałam mu sztuczny uśmiech, jednak on chyba tego nie zauważył i pomyślał, że naprawdę się uśmiechnęłam.
-Zaraz mi się dopali, spokojnie.
 Z jego ust wyleciał kolejny, ogromny obłok dymu. 
Brunet uśmiechnął się do mnie i delikatnie musnął mój zaczerwieniony od wiatru policzek. Wyswobodziłam się z jego objęć z lekkim oburzeniem i szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojego domu, machając mu dłonią w geście pożegnania.
Parę liści wirujących w powietrzu, przez nagły podmuch wiatru, wpadło mi pod nogi.
Jesienny wiatr owiał mi twarz i lekko szczypał mnie w policzki.
Nie rozumiem dlaczego niektórzy ludzie nie lubią jesieni.
Przecież jest to najbardziej urokliwa z pór roku.
Deszcz, który pada cały dzień nadaje specyficznej aury, a wilgotne powietrze rozprzestrzenia się w nozdrzach przy każdym oddechu.
Wielokolorowe liście spadają z drzew i układają się w złoty dywan, a zimny powiew wiatru unosi je na wysokość ciemnych chmur.
Minęłam kolejne osoby owiązane grubymi szalami i już zakute w puchate kurtki.
Natomiast ja naprzeciw wszystkiemu spacerowałam po ulicach Portland z rozpiętą bluzą i artystycznie rozwianymi włosami.
Kolejny raz potknęłam się o własną nogę, a z mojego gardła wydobył się głośny śmiech.
Parę osób zatrzymało się w pół kroku i obrzuciło mnie przelotnym spojrzeniem. 
Nie przejęłam się tym i dalej energicznym krokiem szłam po betonowym chodniku.
Gdy wkroczyłam na wąską uliczkę między dwoma budynkami przełamałam granicę.
Granicę tego cudownego Oregonu, pokazywanego w filmach, jako miasto biznesmenów i początkujących gwiazd show-biznesu.
Przecież kto w kinowych produkcjach ukazywałby zaniedbane ulice, usłane wielkimi kontenerami na śmieci i czyhającymi na resztki jedzenia szczurami, które wieczorami straszą swoimi świecącymi w ciemnościach oczami. 
Jak najszybciej przemierzyłam zaśmieconą uliczkę, a po chwili znalazłam się na małym osiedlu znajdującego się na obrzeżach wiecznie nieśpiącego miasta, chyba tak jak każde miasto w USA.
Szłam w kierunku jednego z wielu przestarzałych i podniszczonych bloków.
Otworzyłam potężne drewniane drzwi, wywołując lekkie skrzypienie zawiasów.
Weszłam do środka mijając po drodze kilka znajomych twarzy.
W całym budynku nieprzyjemnie pachniało wilgocią i stłumionym dymem tytoniowym.
Pokonałam parę pięter i znalazłam się pod moim mieszkaniem.
Szarpnęłam za klamkę i ku mojemu zdziwieniu drzwi się nie otworzyły.
Zaczęłam szukać kluczy w mojej torebce, która potwornie wżynała mi się w ramię, przez jej ciężkość.
Gdy znalazłam metalowy przedmiot od razu bez problemu dostałam się do mieszkania.
Od samego progu przywitał mnie zapach domowego jedzenia.
-Co ci się stało?
 Spytałam się przez śmiech, gdy zajrzałam do kuchni i zobaczyłam Sally przy blacie.
-Jestem głodna, a mam dosyć śmieciowego jedzenia.
 Burknęła w moją stronę i delikatnie poprawiła swoje włosy, które były związane w coś na kształt kucyka. -Trzeba zacząć się zdrowo odżywiać.
 Delikatnie uśmiechnęła się do mnie, a po chwili wzięła do ręki nóż i zaczęła kroić warzywa.
Jej biodra prawie niewidocznie kołysały się w rytm melodii, która po cichu sączyła się z radia, stojącego na parapecie, a jej usta układały się w słowa tekstu piosenki.
-Właśnie, całkowicie zapomniałam.-Sally podniosła wzrok i uniosła pytająco brew. -Jak było na randce z Luisem?
Zaśmiałam się głośno, gdy zobaczyłam jej spojrzenie, które gdyby mogło zabiłoby mnie żywcem.
-Dobrze wiesz, że po tym jak napisał do mnie ponad tysiąc esemesów zgodziłam się na tą randkę by dał mi spokój.
Fuknęła w moją stronę po czym wywróciła oczami .
-Czyli cię nie oczarował?
 Zaśmiałam się, a policzki Sally zrobiły się całe czerwone ze złości.
-Spadaj młoda.
Posłałam jej szeroki uśmiech i jak najszybciej usunęłam jej się z pola widzenia, ponieważ w dłoni trzymała ostry przedmiot.
Energicznie wbiegłam po schodach i weszłam do pierwszego pokoju po prawej stronie korytarza.
Od razu jak otworzyłam drzwi do moich uszu doszedł głośny trzask.
Podniosłam przewróconą sztalugę z ziemi i szybko postawiłam odkręcone kubeczki z farbami by się nie wylały.
Mój pokój nie był najczystszym miejscem.
Wszędzie znajdowały się porozrzucane rzeczy, a na dywanie, który kiedyś był śnieżnobiały, widniały dwie ogromne plamy żółtej, już dawno zaschniętej farby, której niczym nie dało się sprać.
Głośno westchnęłam gdy zobaczyłam puste, białe płótno, sprężyście naciągnięte na drewnianą ramkę. 
Stało ono w kącie, oparte o popielatą ścianę.Właśnie, popielatą.
Ja chyba od zawsze byłam jakaś inna. 
Jak byłam mała, jako jedyna dziewczynka w całym przedszkolu, nie miała niczego różowego, nie wliczając różowego odcienia kredki, który był mi potrzebny gdy rysowałam postacie.
Niepewnie usiadłam na chyboczącym się, drewnianym stołku, który miał trzy nogi i już trochę zdarte siedzenie, dlatego położyłam na niego pierwszą lepszą poduszkę.
Wzięłam do ręki średniej grubości pędzel i korzystając z tego, że nie zamoczyłam go jeszcze w żadnej barwie, przejechałam sobie delikatnie jego włosiem po policzku.
Kolejny raz moje spojrzenie zeskanowało wszystkie kolory znajdujące się w moim pokoju.
Alabastrowy, fuksja, marengo oraz wszelkie odcienie szarości.
Gdy już niepewnie zanurzyłam pędzelek w czarnym kolorze, drzwi od pokoju głośno obiły się o ścianę, prawdopodobnie zdzierając odłamki farby, a nawet tynku.

-Violetta. Zapomniałam cię o coś prosić.
Sally przeciągnęła ostatnią samogłoskę mojego imienia. 
Podniosłam na nią obojętne spojrzenie i uniosłam lekko brew w górę.
-Uratujesz mnie prawda?
Opadła bezwładnie na moje łóżko i podłożyła sobie pod głowę jedną z poduszek.
-Jeśli znowu mam udawać z tobą, że jesteśmy lesbijkami, by odpędzić natrętnego faceta, to odpowiadam stanowczo nie.
Uniosłam swój ton głosu, a po pokoju rozniósł się tylko głośny śmiech farbowanej blondynki.
-Ale najlepsze było to, że David się na to nabrał.
Jej złote włosy wiły się kosmykami po pościeli, gdy ona przekręcała się z boku na bok, zachłystując się śmiechem. 
Przekręciłam tylko oczami i wróciłam wzrokiem na nadal śnieżnobiałe płótno.
-Żeby dostać dodatkowe stypendium muszę wygrać jakiś konkurs organizowany poza uczelnią.
Po chwili Sally przeniosła się do pozycji siedzącej i odruchowo zaczęła bawić się swoją bransoletką, która nigdy nie rozstaje się z jej nadgarstkiem. –Zgłosiłam się do konkursu plastycznego i liczę na twoją pomoc.
Głośno westchnęłam i gdyby mój wzrok umiał zabijać, moja siostra pewnie już dawno byłaby zakopana pod ziemią.

~*~*~

Hej wszystkim.
Ostatnio na blogu był lekki (czytaj : ogromny) zastój.
Ale od razu muszę się usprawiedliwić i trochę na Was się poskarżyć. <3
Ostrzegam Martyna jest dzisiaj zła xD
Rozdział był już napisany od tygodnia i pewnie tydzień temu już byście mogliby go przeczytać...
Ale mnie zawiedliście.
Napisałam, że rozdział kolejny pojawi się jeśli będzie 20 komentarzy...
Przez DWA TYGODNIE  uzbierało się pod jedyneczką z wielkim trudem 13.
A jeśli jeszcze pamiętam matematykę to to trochę za mało xD
I tak naprawdę rozdział powinien się nie pojawić i tym razem nie z mojej winy, a następnym razem nie będę taka dobra i nie opublikuję rozdziału.
A szkoda, bo jeśli tak dalej pójdzie z komentarzami poczekacie sobie na Leona. (drobny szantaż xD)
Mam nadzieję, że się to poprawi, bo liczba pod prologiem i pod jedynką naprawdę mnie załamuje.
Okej pozrzędziłam sobie na temat komentarzy to teraz pozrzędzę na temat tego, że wakacje się kończą [*]
I jeśli ktoś przebywa w moim towarzystwie lepiej żeby nie wymawiał przy mnie słowa na S... :c
Dobra, nie będę Was bardziej załamywać xD

17 komentarzy = następny rozdział.


sobota, 6 sierpnia 2016

01 - Papiery rozwodowe


                                                                               Rozdział z dedykacją dla Shoshano
 
                                                                                    Wołasz mnie, więc biegnę,
                                                                                      by pojąć za późno, że to,
                                                                               co mam pod nogami, jest próżnią.


Moje ciało bezwładnie opadło na skórzaną kanapę lekko zahaczając nogą o jej oparcie.
Przycisnęłam swoje opuszki palców do obu skroni i zaczęłam je masować.
Cisza falowała w moim umyśle, a tykanie zegara, wiszącego na ścianie, rozsadzało moją czaszkę od środka, powodując ogromny ból.
-Violetta?-
Z przedpokoju odezwał się donośny głos i doszedł do mnie ze zdwojoną siłą.
Z moich płuc wydobył się głośny jęk, który swoją drogą jeszcze bardziej podsycił mój ból.
-Tu jesteś.
Nie miałam siły nawet się podnieść, więc tylko moja głowa lekko uniosła się w górę.
-I nie zamierzam się stąd nigdzie ruszać przynajmniej przez rok.
Moje ciężkie, ołowiane powieki ponownie same się zamknęły, powodując westchnięcie blondynki.
-Twoja obecność zagłusza mi ciszę.
Mruknęłam niewyraźnie i przytuliłam swój policzek do poduszki, której krawędzie były obszyte frędzlami.
-Nie trzeba było tak ostro balować w nocy.
Doszło do mnie donośne fuknięcie Sally, jednak nie zwróciłam na nie uwagi.
W innym przypadku, gdyby moja głowa nie pękała w szwach, od razu odpowiedziałabym jej ciętą ripostą.
-Spadaj.
Mój szept został jeszcze bardziej zgłuszony przez poduszkę, którą mocniej przycisnęłam sobie do twarzy.
Dudniącą w moich uszach ciszę, ponownie coś bezczelnie zaprzepaściło, tym razem był to dzwonek do drzwi.
Nie miałam siły podnieść się z kanapy, więc byłam ogromnie wdzięczna, gdy to Sally, z lekką irytacją, pofatygowała się do drzwi.
Podkuliłam swoje nogi, tak że kolona stykały się z brodą, a moja głowa apatycznie się na nich opierała.
Gdy usłyszałam dobrze znamy mi głos zapomniałam o zmęczeniu i natychmiastowo zerwałam się z sofy. Mimo zawrotów głowy pobiegłam do góry omijając co drugi stopień schodów.
Otworzyłam drzwi od mojego pokoju, a one z wielkim hukiem obiły się o ścianę, prawdopodobnie zdzierając z niej farbę.
Ściągnęłam z siebie rozciągniętą oraz zabrudzoną od pasty do zębów, bluzkę  i szybko zastąpiłam ją nową.  
Podeszłam do lustra i próbowałam okiełznać moje włosy.
Związałam je w niedbałego koka i natychmiast zbiegłam z powrotem do salonu. 
Sally siedziała na kanapie,gdzie ja przez chwilą, nogi miała wyciągnięte i oparte o niski stolik do kawy. 
Jednak osoba, która znajdowała się obok niej o wiele bardziej zwróciła moją uwagę.
Brunet siedział wyprostowany, a jego koszula opinała się na jego wysportowanej klatce piersiowej i idealnie dopasowywała się do kolorów pokoju, jakby był stworzony do zamieszkania tutaj.
Kosmyk, który wydostał się z jego nażelowanej, postawionej do góry grzywki opadał mu na czoło. James posyłał wymuszony uśmiech mojej starszej siostrze, która przypatrywała mu się z udawanym zainteresowaniem.
Gdy jego brązowe tęczówki zetknęły się z moimi, klatka w moim brzuchu się otworzyła a z niej wyleciało stado motyli, które próbowały się wydostać.
-Cześć James.
Miałam wrażenie, że słowa, które wypowiedziałam rozbiły się echem i rozpłynęły się w powietrzu. Brunet od razu wstał i charakterystycznym dla siebie krokiem podszedł blisko mnie.
Jego pełne usta spoczęły na moim zaróżowionym policzku i delikatnie musnęły moją skórę powodując jej mrowienie.
-Nie wiedziałam, że przyjdziesz.
 Zaczęłam bawić się moimi dłońmi, jednak ani na chwilę nie spuściłam wzroku z perfekcyjnej twarzy Jamesa.- Mogłeś zadzwonić, ogarnęłabym się jakoś.
Wymownie wskazałam dłońmi na swój wygląd i cicho się zaśmiałam.  
Brunet machnął ręką i posłał mi swój uśmiech, przez który lekko ugięłam się na swoich nogach.
-Jestem tylko na chwilę. Chciałem sprawdzić jak się czujesz po wczoraj.
Motyle w brzuchu ponownie dały o sobie znać, a świadomość o tym, że James się o mnie martwi rozgrzewała moje ciało od środka.
-Jest dobrze.
Nerwowo wypuściłam powietrze nagromadzone w moich płucach i skupiłam wzrok na Sally, której na twarzy widniał grymas.
-Już się bałem, że nie dotrzesz do domu w całości.
Gardłowy śmiech wypełnił całe pomieszczenie.
James poprawił swój kołnierzyk od niebieskiej koszuli w kratkę, a moje policzki zaczęły mnie potwornie piec jakby ktoś rozlał mi na nich wrzątek.
-Wcale nie byłam aż tak mocno pijana.
 Zaśmiałam się sztucznie i kolejny raz, przelotnie zerknęłam na Sally.
Blondynka siedziała cały czas w tej samej pozie, w jakiej zastałam ją schodząc z góry, jedyną różnicą było to, że teraz w dłoniach trzymała swój telefon i uśmiechała się do jego ekranu.
Ponownie przeniosłam wzrok na Jamesa, który uśmiechał się z politowaniem.
-Dobra, nieważne.-Podrapał się po policzku i posłał swój rozbrajający uśmiech- Nie będę ci tego wypominał.
Dotknął mojego ramienia i szeroko się uśmiechnął, na co moja siostra przekręciła oczami.
James ułożył swoją dłoń na karku i zaczął się rozglądać po całym pokoju.
Gdy jego spojrzenie zatrzymało się na mojej znudzonej siostrze, która nadal nie odrywała wzroku od komórki, bez zastanowienia przelotnie musnął mój policzek, szepnął krótkie słowa pożegnania i pewnym krokiem wyszedł z mieszkania.
Gdy zatrzasnęły się za nim drzwi, głośno westchnęłam i opadałam na kanapę obok blondynki.
Spojrzałam na Sally kątem oka, a z moich ust ponownie wydostało się głośne westchnięcie.
-Mogłaś mu powiedzieć, że mnie nie ma.
Założyłam ręce na piersi i spojrzałam na nią spod byka.
Blondynka obojętnie uniosła wzrok znad ekranu telefonu i spojrzała na mnie z politowaniem.
-Sam się wepchnął do mieszkania.
Przyjęła tą samą pozę, co ja i płynnym ruchem ręki odgarnęła kosmyki włosów, które opadły jej na twarz, zasłaniając widok.
-To trzeba było skłamać, że śpię.
Burknęłam i podwinęłam sobie rękawy od bluzki.
-Kochaniutka, przecież ty dobrze wiesz, że ja nigdy nie kłamię.
Po pokoju rozniósł się jej radosny śmiech, a ja przewróciłam teatralnie oczami i odgarnęłam swoje włosy w tył.  -Mama dzwoniła.
Sally zmieniła temat, a z jej twarzy momentalnie zniknął uśmiech.
-Co chciała?
Wzięłam głęboki oddech i lekko zachłysnęłam się powietrzem.
-Niedawno złożyła papiery rozwodowe.
Blondynka odwróciła wzrok i zaczęła się pusto wpatrywać w wyłączony ekran telewizora.
-Jak ona w ogóle się czuję?
-Za trzy miesiące mają pierwszą rozprawę, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jak ma się czuć?
Kobieta porywczo wstała z kanapy. Wzięła do ręki pustą szklankę po soku pomarańczowym, która stała na stoliku i powolnym krokiem skierowała się w stronę kuchni.
Uważnie obserwowałam jej każdy ruch, a nawet to jak jej złote loki niesfornie obijają się o jej plecy przy każdym kroku.  Po chwili blondynka całkowicie zniknęła mi z pola widzenia i schowała się za progiem naszej wspólnej, mało przestronnej kuchni. 
-A kiedy mama wróci?
 Krzyknęłam wystarczająco głośno by na pewno mogła mnie usłyszeć.
-Pojutrze z rana ma samolot do Portland.-Sally wysunęła swoją głowę zza futryny i delikatnie się do mnie uśmiechnęła.-Dzisiaj twoja kolej na zmywanie.
Głośno westchnęłam i bez większego oporu poszłam do pomieszczenia gdzie znajdowała się również siostra.

~*~*~

Hej kochani.
Wiem, że długo czekaliście na ten rozdział, ale naprawdę miałam ogromne trudności by go napisać.
Mam pomysł, mam mniej więcej ułożony plan tego opowiadania, ale pomysłów i pewnych rzeczy wcale nie jest tak dużo.
Myślę, że początek zawsze jest najtrudniejszy i po prostu muszę się zagłębić w to opowiadanie.
Leona nie ma.
I przez jakiś czas go na pewno nie będzie.
Tak naprawdę na początku będzie on tylko postacią epizodyczną, dopiero później zacznie odgrywać ważniejszą rolę w życiu Violetty.
Najpierw musicie poznać trochę Violetty, ogarnąć jej rodzinę i tak dalej.
Oraz oczywiście Jamesa, z którym jest w "idealnym" związku.
Jak widzicie trochę na blogu się zmieniło.
Już nie Jortini a Leonetta.
Mam nadzieję, że jedyneczka Wam się podoba <3
Zapraszam również do zakładki Bohaterowie .

20 komentarzy = następny rozdział

sobota, 16 lipca 2016

00 - PROLOG


Jesteś moim mrokiem i w ciemności widzę tylko ciebie.
Jesteś podmuchem wiatru, który pcha do przodu moje żagle, ale gdy ciebie nie ma z nieba znikają wszystkie czarne chmury.
Jesteś skałą, która trzyma mnie w całości, ale mój umysł rozbija się gdy zetknie się z twoimi ostrymi krawędziami.
Jesteś światłem, które oświeca mi drogę, jednak gdy znikasz słońce wychodzi zza chmur.
Jesteś moim jedynym paliwem, ale gdy cię zabraknie staję się samowystarczalna.
Jesteś piorunem, który daje mi energię, ale jednocześnie wypala mnie od środka.
Jesteś schodami prowadzącymi do raju, lecz wchodząc po nich jednocześnie spadam coraz bardziej w dół.
Jesteś fatamorganą, w której zawsze dostrzegam twoją twarz.
Jesteś moim Aniołem Stróżem, który zgubił drogę i błędnie mnie prowadzi.
Jesteś kolorem mojej krwi, lecz gdy cię nie ma staje się on bardziej wyrazisty.
Jesteś pancerzem, w który bezwzględnie uderza codzienność.
Jesteś moim spokojem, ale po tobie zawsze następuje burza.
Jesteś moją gwiazdą, która spada z nieboskłonu z niewyobrażalną prędkością.
Jesteś lustrem, w którym widzę swoje rozdarte myśli.


Jesteś bólem, który rozrywa mnie na strzępy od środka, jednak twój dotyk sprawia mi przyjemność.
Jesteś niebezpiecznym zakrętem, ale gdy się do ciebie zbliżam mój umysł zwalnia.
Jesteś ślepą uliczką bez wyjścia, jednak po pewnym czasie sama znajduję w tobie drogę.
Jesteś bezksiężycową nocą, jednak za tobą zawsze pojawia się dzień.
Jesteś uderzeniem, przez które tłukę się jak kruche szkło, jednak dzięki temu jestem jeszcze bardziej wytrzymała.
Jesteś maską, która zakrywa moją naturę i moje wszystkie słabości.


Jesteś mną, lecz prawdziwa ja już dawno zniknęła z tego świata.   

***

Melduję się z nowiuśkim opowiadaniem.
Nawet nie wiecie jak się stresuję i nadal ręka mi się trzęsie i zastanawiam się czy wcisnąć przycisk "opublikuj".
Mam chyba jeszcze większego nerwa niż przy publikowaniu pierwszego prologu.
Nie wiem jak ocenicie nowe opowiadanie i mam nadzieję, że wam się spodoba.

Jest inne niż tamto. Myślę, że dojrzalsze i to chyba oczywiste, bo sądzę, że dużo się nauczyłam przez ten rok prowadzenia bloga. 
Prolog może niewiele wam wnosi i mało nakreśla o czym będzie opowiadanie, ale spróbujcie odnaleźć jego sens. Nie bez powodu jest podzielony na takie części, wszystko ma swoje znaczenie.  I jeśli mogę was o coś prosić, to przeczytajcie ten prolog ze zrozumieniem .
Nie czytajcie tego powierzchownie tylko zagłębcie się w tekst.
Zapraszam również do nowej zakładki {link} jeśli chcecie się czegoś więcej dowiedzieć o opowiadaniu.
PS. Czy tylko ja uważam że ten gif idealnie pasuje do prologu? XD
             

piątek, 15 lipca 2016

LBA #6

Hej kochani ja tylko tak na chwilę.
Zostałam nominowana przez kochaną Zakręconą Pozytywnie z bloga {link}
Zapraszam do LBA moich marków nocnych, którzy jeszcze siedzą na internetach chociaż już dawno po dobranocce.

1. Jak zaczęła się twoja przygoda z bloggerem?

Stwierdziłam, że chcę się sprawdzić i zobaczyć jak to jest prowadzić bloga.
Zawsze chciałam to zrobić i... Założyłam bloga.


2. Czy uważasz się za dobrego pisarza?

Uważam, że jeszcze muszę się wiele nauczyć i ciągle jestem w trakcie poznawania uroków blogowania.

3. Jakie tematyki bloga czytujesz?

Głównie opowiadania o paringach z Violetty. Leonetta, Jortini... xD

4. Lubisz czytać książki?  Jeśli tak, to jakie gatunki?

Uwielbiam. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Głównie czytam takie typowe romansidła czy wyciskacze łez.


5. Co daje ci blogowanie?

Myślę że się spełniam. Mam swoją pasję, swoje zajęcie, coś co jest tylko moje.

6. Czy publikujesz jeszcze gdzieś opowiadanie? Lepszy wattpad czy blogger?

Nie, tylko na tym blogu. Nie używam Wattpada więc nie mogę ocenić.


7. Wiążesz przyszłość z pisaniem?

Nie wiem. Nie wiem co będę robiła w przyszłości i czy to co teraz robię będzie moim sposobem na życie za kilka lat.

8. Co planujesz w przyszłości?

Nie myślę o tym. Żyję chwilą i niczego nie planuję, bo boję się, że życie pokrzyżuje mi plany.


9. Masz jakieś pasję lub hobby?

Uwielbiam malować paznokcie i chyba robię to całkiem nieźle xD Zalicza się to do hobby? xD


10. Bez czego nie możesz żyć?

CZOKOLATE A CZOKO CZOKO LATEE


11. Twoje największe marzenie?

Chcę być szczęśliwa i tyle.



Nie nominuję nikogo. <3




środa, 6 lipca 2016

Notatka - Dlasze funkcjonowanie bloga. NIE POMIJAJ

Witam kochani.
Jest to notatka organizacyjna, chcę wyjaśnić w niej parę rzeczy.
Po pierwsze.
Bardzo dziękuję Oreuis z bloga {link} za przewspaniały szablon, w którym jestem total in love <3
(Taki szpan angielskim XD)
Jak wy oceniacie nowy wygląd?
Po drugie.
Uwaga znowu będę narzekać.
Jetem lekko załamana ilością komentarzy pod najnowszym OS i epilogiem.
Jak się was nie zaszantażuje to nie piszecie komentarzy.
Trochę przykro.
Po trzecie.
Minął niedawno rok odkąd jestem tutaj z wami na bloggerze.
To dla mnie niesamowite jak to wszystko szybko minęło i jak wiele się zmieniło.
Chciałabym podziękować Wam wszystkim razem i każdemu z osobna <3
Ps. Ten OS, który dodałam miał być właśnie na rok bloga, tylko że wyleciało mi to z głowy i zapomniałam o tym napisać xD
Po czwarte.
Blog.
Rozdziały znaczą pojawiać się za dwa tygodnie ponieważ wyjeżdżam na wakacje w tym tygodniu i nie będę miała nawet jak dodać prolog (który już czeka w wersjach roboczych).
I teraz bardzo ważne.
Chcę zmienić nazwę bloga.
I teraz pytanie czy mogę to zrobić ponieważ mam wątpliwości czy na pewno wszyscy będę mogli odszukać mój blog jeśli zmienię nazwę.
Napiszcie co o tym sądzicie.
Niedługo również zmieni się moja nazwa na blogerze.
Więc podsumowując notatkę:
Zmiany, zmiany, zmiany xD
Pozdrawiam <3 Udanych wakacji <3

sobota, 25 czerwca 2016

One Shot - Oczami samotności (+50 000 wyś. i pierwszy rok na bloggerze )




Tyle planów, tyle idei i tak wiele ważnych słów, które muszą stanąć na naszej drodze i wejść butami do naszego życia, zostawiając w nim stały ślad.
Rozpalając w nas iskrę nadziei, że wszyscy ludzie są dobrzy, że świat jest idealny i bez najdrobniejszej skazy, że nasze życie może płynąć po naszej myśli, a marzenia mogą stawać się rzeczywistością.
A przecież wystarczy tylko parę słów ważnej dla nas osoby, które sprawią, że wszystkie wyobrażenia będą się wydawały tak realne i na wyciągnięcie ręki.


-Violetta- Szatyn lekko dźgnął dziewczynę w jej kościste ramię.- Violu- Powtórzył rozbawiony i czekał aż wreszcie odwróci swoje spojrzenie od ściany, która dla niej wydawała się bardzo fascynująca.- Vivi- Posunął się do ostateczności, która od razu poskutkowała.
-Hym?- Spojrzała na Leona ze zmarszczonymi brwiami i niezadowolonym wyrazem twarzy- Wiesz, że nienawidzę jak się do mnie tak mówi- Lekko uderzyła chłopaka jej drobną piąstką w tors.
-Tak się wpatrywałaś w te ścianę… Myślałem, że objawienia doznałaś- Zaśmiał się i wygodniej ułożył na łóżku szatynki, które okrywała fioletowa kołdra.
-Rozmyślałam- Violetta wywróciła oczami i zaczęła przypatrywać się szatynowi.
-Nad czym?- Posłał jej uśmiech ukazując przy tym małe zagłębienia w policzkach.
-Myślisz, że kiedyś osiągnę coś wielkiego?- Spuściła wzrok i odgarnęła swoje włosy za ucho.
-Dlaczego się pytasz?- Leon lekko się zaśmiał, za co został skarcony wzrokiem przez szatynkę.
-Ja mówię na poważnie- Zrobiła naburmuszoną minę, jednak nie zagościła ona długo na jej twarzy.
-Nie wątp w to, że  jesteś kimś wyjątkowym- Podniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał Violettcie prosto w oczy.- Kiedyś, jak już wydasz własną płytę i wyruszysz w trasę koncertową, to ja będę siedział w pierwszym rzędzie na widowni i najgłośniej krzyczał twoje imię- Musnął wargami zaczerwieniony policzek dziewczyny i posłał jej szczery uśmiech.-Uwierz w siebie.



Oczy są odzwierciedleniem naszej duszy. Wszystkie nasze pragnienia są w nich zawarte.
Zawsze możemy z nich wszystko wyczytać.
Za każdym razem, kiedy patrzymy się w czyjeś oczy powierzchownie, możemy dostrzec w nich nasze odbicie. Lecz kiedy się zagłębiamy w czyjeś tęczówki zauważamy jego.
Widzimy tę osobę w całości, bez żadnej maski zakładanej przez codzienność, bez pancerza, który wzmacnia się przy każdym wypowiedzianym słowie.
Bez zbędnego makijażu, który nakłada samo życie, by zamaskować niedoskonałości.
Nasze oczy są jedyną prawdziwą częścią w naszym organizmie, która nie została zniszczona przez ludzkość i jej okropność.
Nasze oczy są nami w pełniej okazałości.
 Dlatego tak wiele osób boi się w nie szczerze patrzeć...


-Możesz przestać?- Zaśmiała się szatynka i ponownie ułożyła swoją głowę na umięśnionej klatce piersiowej chłopaka, którą w tym momencie okrywała koszula w niebiesko-czerwoną, drobną kratkę.
-Dlaczego?- Szatyn uśmiechnął się i przeniósł swój wzrok na granatowe niebo, na którym tej nocy nie było ani jednej ciemnej chmury.
-Bo mnie to krępuje- Policzki Violetty nabrały odcień koloru szkarłatnego, ale na jej szczęście chłopak tego nie zauważył, ponieważ na dworze panowała ciemność, którą lekko rozświetlał księżyc i jego małe towarzyszki na niebie.
-Znamy się od tak dawna, a ty jeszcze nie przywykłaś do mojego wzroku?- Leon spojrzał na szatynkę, a jego kąciki ust ponownie uniosły się ku górze.
-To nie jest takie łatwe-Zaczęła bawić się swoją srebrną bransoletką i starała się unikać spotkania ze szmaragdowymi oczami szatyna.-Chyba nigdy do niego nie przywyknę- Dodała i lekko uniosła głowę w górę.- Twój wzrok jest po prostu wyjątkowy- Szepnęła nieśmiało i zakryła swoją twarz włosami.
-Jest po prostu przepełniony miłością- Odpowiedział równie cicho i złapał drobną dłoń Violetty- Miłością do ciebie- Szatynka podniosła wzrok na chłopaka i jej usta mimowolnie ułożyły się w szczery uśmiech.


Samotność. Jest czymś nieodłącznym w naszym życiu.
Przecież każdy, chociaż na chwilę pozostał sam ze sobą. Jednak nikt nigdy nie chce być osamotniony.
Ludzie podświadomie szukają swojej drugiej połówki, bratniej duszy, kogoś kto będzie przy nas nawet wtedy kiedy zostaniemy sami.
Każdy boi się zostawać sam i dążyć samemu przez życie.
Tylko, czym naprawdę jest strach przed samotnością?  
Przecież wszystkie nasze lęki mają swoje wytłumaczenie.
Boimy się ciemności, bo nie wiemy co się może w niej znajdować.
A jakie wytłumaczenie ma lęk przed samotnością?
Boimy się, że ludzie, których kochamy nas opuszczą, że nas zostawią, a my będziemy zdani sami na siebie. Zdani na wszystkie złośliwości tego świata, przed którymi nie będziemy umieli się bronić. Przed którymi nikt nam nie pomoże uciec, bo będziemy sami.
Boimy się, że pewnej nocy obudzimy się i nikt nie będzie nam dawał swojego ciepła.
Nikt nas nie przytuli, nie pocieszy nawet na nas nie spojrzy, bo będziemy sami.
Boimy się po prostu utraty drugiego człowieka, który jest dla nas całym światem.


Po twarzy szatynki kolejny raz spłynęła gorzka łza, którą natychmiastowo wytarła.
Jednak jej policzek nie został suchy na długo, ponieważ od razu zaczęło się toczyć po nim jeszcze więcej kropli wody.
Violetta była zła na siebie za to, że jest tak strasznie bezsilna i nie może nic zrobić, za to, że się rozkleiła, chociaż obiecała mu, że nie będzie płakać...
Nie wyszło.

-Naprawdę musisz?- Szatynka kolejny raz zadała to samo pytanie.
Za każdym razem, kiedy je wymawiała miała nadzieję, że Leon odpowie „nie”,
jednak on jakby się uparł i jej marzenia zawsze legły w gruzach.

-Dobrze wiesz, że tak- Szatyn uśmiechnął się niemrawo, przez co bardziej wyszedł mu grymas.
-Nie możesz zostać?- Spytała ze łzami w oczach i lekko drżącą dolną wargą.
Leon spojrzał na nią pobłażliwie i tylko niechętnie pokiwał przecząco głową.
Położył delikatnie swoją dłoń na jej aksamitnym policzku i zaczął go gładzić kciukiem.
-Wolałbym tu być z tobą- Szepnął cicho, a po chwili zamknął szatynkę w żelaznym uścisku.
-A ja wolałabym zostać tu w twoich ramionach- Violetta odpowiedziała łamiącym się głosem.
-Jak już wrócę to cię z nich nie wypuszczę- Szatyn mocniej przycisnął do siebie drobne ciało swojej dziewczyny.
-Wrócisz?- Szatynka patrzyła takim wzrokiem, że pewnie gdyby Leon był sam już dawno po jego policzkach spływałyby łzy. Tak bardzo nienawidził jej cierpienia, a teraz sam jej je zadał.
-Obiecuję- Odpowiedział szybko by nie usłyszała jak drży jego głos. – Wrócę bo cię kocham.



Cześć kochani.
Zdziwieni?
Nie, od razu mówię że rozdziały jeszcze nie będą się pojawiały.
Było tu tak pusto więc stwierdziłam że to jest odpowiedni moment żeby dodać OS z okazji 50 000 wyświetleń.
Co z tego ze ta liczba wybiła mi już dobre parę miesięcy temu xD
Ten OS napisałam już potwornie dawno, ale zapomniałam o nim i zawieruszył mi się w wersjach roboczych.
To jest aktualnie ostatni OS jaki napisałam i na razie nie mam pomysłu na następny xD
Muszę przyznać, pewnie będzie w szoku, ale on mi się podoba.
Serio xD może nie jest jeszcze do końca taki jaki bym chciała ale biorąc pod uwagę to że pisałam go tysiąc lat temu i nadal mi się podoba to chyba nie może być taki zły.
Nie wiem w ogóle czy zdania które pisze się lepią ale są wakacje a ja już zapomniałam jak się pisze wypracowania, wyróżnia rodzaje białek czy daty bitew za czasów Cezara.
A wam jak minęło zakończenie roku i pierwszy dzień wakacji?
Ja jeszcze ich nie czuję ale myślę że jeszcze mi się to zmieni, kiedy w poniedziałek nie będę musiała wstać o 6.
Znowu mi taka długa notka wyszła :/
Rozdziały się niedługi pojawią, obiecuję ale dajcie mi jeszcze chwilkę.
Miłych wakacji słoneczka i do zobaczenia ;*


 
.
.
.
.
.
.
template by oreuis